Wlasnie mialem przyjemnosc wrocic z Poznania gdzie bawilem na delegacji sponsorowanej przez moja korporacje zywicielke.
W wyniku przeprowadzonej wizji lokalnej stwierdzam, iz powiedzenie jakoby poznaniakow wyrzucono ze Szkocji za skapstwo jest calkowicie uzasadnione.
Przyjechalem wieczorem i nie zalapalem sie juz na nalezny posilek gdyz panienkom w bufecie strasznie sie spieszylo do domu i przedterminowo zamknely przybytek prawdopodobnie oddalajac sie w blizej nieokreslonym kierunku z surowcami, majacymi stanowic moj posilek. Trudno, z rozpaczy poszedlem sie otruc ScheissDonaldem.
W recepcji otrzymalem klucze do pokoju i, co ciekawe, pilota do telewizora. Ale widocznie taki tu obyczaj, ze piloty deponuje sie w kasie pancernej razem z bizuteria gosci.
Sniadanka to byl tzw. szwedzki stol ale w szkockim wydaniu. Pozornie niczego tu nie brakowalo ale jak sie czlowiek zabral do praktyki to od razu widzial kanty. Stol obfitowal w wydzielona ilosc zywnosci tzn. (porcja goscia)*(ilosc gosci)/4. Skutkiem tego ci co przychodzili pozniej, czyli ja, zbierali z owego szwedzkiego-poznanskiego stolu jakies pozostale ochlapy. Zarcia dorzucono dopiero jak pojawila sie w drzwiach niebezpiecznie duza ilosc spoznialskich w sile trzech. Najlepszym numerem, powszechnie z reszta w gastronomii praktykowanym, byl rozmiar talerzyka na ktory nalezalo sobie nalozyc miejscowe specyjaly. Talerzyk mial rozmiar nieco wiekszy od bulki wiec za duz to tam sie naklasc nie dalo w trosce o zdrowie goscia. Sok owocowy kazdy otrzymal nalany w naczynie, tak na oko, 100 ml. Dopiero po obnazeniu mojej upierdliwej osobowosci i ustnym upomnieniu pani przyniosla normalna wysoka szklanice jak sie nalezy. Prawdopodobnie kierowniczka zakladu nienawidzi widoku stojacego centralnie na stole dzbana z sokiem, ktory to w razie nie skonsumowania spowrotem do kartonu zapakowac sie juz nie da.
Po przybyciu do docelowej firmy otrzymalismy kserokopie materialow szkoleniowych wraz z harmonogramem zajec wpietym na pierwszej stronie. Nie byloby w tym nic specjalnego gdyby cos mnie znowu nie strzelilo w dekiel. Wyjalem sobie ten sam harmonogram jaki to otrzymalem od rzeczonej firmy faksem przed wyjazdem ze Szczecina. Patrze tak sobie i patrze, i patrze, i oczom nie wierze. Oba harmonogramy sa prawie identyczne gdyz w najnowszej wersji naniesiono nieznaczne poprawki. Oto one:
moja wersja - ":12:00 Przerwa na przekaske.":
wersja nowa - ":12:00 Przerwa.":
moja wersja - ":17:00 Wspolna obiado-kolacja z piwem.":
wersja nowa - ":17:00 Wspolna obiado-kolacja.":
moja wersja - ":13:40 Obiad w hotelu, pozegnanie uczestnikow":
nowa wersja - ":13:40 Pozegnanie uczestnikow.":
Zaczalem sobie na glos jaja z tego robic bo sadzilem, jak i reszta uczestnikow, ze to pomylka jakiejs sekretarki. To nie byla pomylka sekretarki. Nikt jednak z organizatorow nie odezwal sie ani slowem na moje podsmiechujki udajac, ze nie slyszy (tzw. poznanski sluch selektywny).
Ostatniego dnia musielismy juz rano do 9:00 wysiedlic hotel co narazalo ludzi na maszerowanie z walizami na zajecia.
Kiedy pierwszego dnia zebralismy sie wszyscy kolo recepcji, zgodnie zreszta z harmonogramem, aby udac sie do miejsca przeznaczenia, okazalo sie, ze nie przybyl zaden miejscowy reprezentant owej firmy aby nas pokierowac do punktu docelowego. Cale szczescie, ze ja juz tam kiedys bylem i poprowadzilem wycieczke przez nieznany teren a ziab byl chyba z -12 stopni + lekki wiaterek.
W drodze powrotnej ze szkolenia wstapilem sobie do apteki zeby zakupic wode morska w sprayu. Pani wode oczywiscie miala ale nie miala niestety maszyny do obciagania kart kredytowych. W Szczecinie nie widzialem apteki, ktora nie ma takowego aparatu. Jak zapytalem mila pania czemu to nie zaopatrzyla sie w takowy sprzet uslyszalem wyciskajaca lzy historyjke jak to jej sie nie oplaca posiadanie takiego sprzetu. Omal nie rozplakalem sie razem z ta zabiedzona kobiecina. Lzy do oczu cisnely mi sie jeszcze mocniej kiedy pomyslalem sobie, ze przy obecnym beznadziejnym handlu tylko apteki mnoza sie jak grzyby po deszczu i wiecznie sa w nich kolejki. Polacy to taki narod co odzywia sie pigulkami i popija to syropkami. Nie wierzycie? Prosze postac sobie w aptece i popatrzyc jakie baby stamtad ciezkie siaty wynosza i ile na dodatek te leki kosztuja.
Kiedy tylko rankiem dnia ostatniego dotknalem swojego samochodu z budy przy wydzielonym nieopodal parkingu strzezonym wylecial pedem jakis gosc a zapierniczal tak szybko jakby go ludozercy gonili. Podbiegl ow jegomosc do mojej osoby i w kilku wydyszanych slowach poinformowal, ze wszystkie parkingi wokol hotelu sa strzezone a nie tylko tamten oszlabanowany kawalek a w dowod potwierdzenia swoich slow wskazal reka na cos w krzakach. Po dokladniejszych ogledzinach to cos okazalo sie byc mikroskopijna tabliczka z drobnym napisem w ksztalcie ornamentu ":parking strzezony platny":. Poniewaz okazalo sie, ze poznaniacy potrafia pieknie spiewac pan zaspiewal 50 PLN. Po krotkiej wymianie delirycznej mysli zmienilem tonacje piesni na 25 PLN gdyz w wyniku zastosowania starej szuczki rycerzy Jedi pan stwierdzil, ze jestem pracownikiem policji co to zawsze lubi polowke.
Aaaa i bylbym zapomnial o malym szczegoliku. Kiedy to jeszcze grubo przed godzina opuszczenia pokoju (deadline) bylem w lazience, ktos zaczal sie dobijac do drzwi. Na predce ubralem sie i je otworzylem. Oczym moim ukazala sie sprzataczka, ktora szybko zaczela sie tlumaczyc, ze myslala, iz juz opuscilem lokal i moze sobie rozpoczac pelnienie czynnosci sluzbowych. (taka delikatna forma przypomnienia klientowi zeby zabieral graty i wyp...l bo juz najwyzszy na niego czas)
Ot i mamy Europe.
Ozdrawiam (innych a siebie lecze).