Samurai Warrior – The Battles of Usagi Yojimbo

W 1982 roku amerykański rysownik i scenarzysta japońskiego pochodzenia wykreował postać Usagi Yojimbo – królika ronina (samuraja bez pana) bohatera komiksu, którego akcja dzieje się w feudalnej Japonii XVII wieku. Komiks odniósł duży sukces, tak więc nie dziwi fakt, że w 1988 firma Firebird podjęła się próby stworzenia gry na podstawie przygód Usagiego.

Gra jest arcadówką, której celem jest odbicie z rąk porywaczy młodego księcia. Poruszając się naszą postacią ciągle w prawo, mamy przed sobą osiem plansz (w tym dwa razy zyskujemy możliwość wyboru drogi, co nie ma wpływu na liniowość gry, ale w sumie daje nam 10 plansz w całej grze), w których przyjdzie nam stoczyć walki z różnego rodzaju wrogami – od płatnych zabójców Ninja przez samurajów aż po smoki. Na naszej drodze spotkamy wieśniaków, mnichów czy nawet dostojników dworskich. Zaznaczmy, że nie wszystkie wymienione wyżej postacie pałają do nas nienawiścią i chcą rozpruć nam brzuch kataną czy też włócznią. Pomijając zamaskowanych zabójców Ninja i wrogich samurajów, którzy pierwsi nas atakują, reszta postaci jest wobec nas neutralna, czasem nawet przyjaźnie nastawiona. Oczywiście do momentu, gdy nie wydobędziemy miecza w ich obecności, gdyż jest to traktowane jako atak na nich. Tak więc jeśli dobędziemy broni, prosty wieśniak przed nami ucieknie, natomiast samuraj czy też mnich podejmie rzucone mu wyzwanie.

Teoretycznie możemy przebiec cała grę z mieczem w ręku, ale jeśli nie zostaniemy zabici przez zaatakowanych przez nas samurajów czy mnichów, możemy doprowadzić do tego, że gdy Karma (najprościej mówiąc wskaźnik sensu życia Usagiego) spadnie do zera, nasz bohater popełni seppuku. Na poziom Karmy bezpośrednio wpływa to, w jaki sposób się zachowujemy wobec napotkanych postaci. Przykładowo jeśli kłaniamy się napotkanym samurajom, mnichom czy też dajemy nasze pieniądze (RYO) napotkanym wieśniakom lub mnichom, nasza Karma rośnie. Wiele razy znajdziemy się w nietypowych sytuacjach, gdy to, w jaki sposób się zachowamy, będzie miało wpływ na wiele czynników – stan naszej Karmy Ryo czy też naszej energii. Przykładowo w jednej z plansz spotkamy parę samurajów, którzy nie pozwolą nam przejść bez zapłacenia haraczu. W tym momencie mamy trzy wyjścia: zapłacić. spróbować przejść, co na pewno skończy się ich atakiem na nas, lub samemu ich zaatakować – każde z tych rozwiązań ma wpływ na Karmę, stan naszych pieniędzy lub energii. Natomiast w innej planszy spotkamy samuraja, który wyzywa nas na pojedynek do „pierwszej krwi”. W tym przypadku mamy dwa wyjścia, możemy uniknąć starcia i nie wyciągając miecza minąć przeciwnika – on uzna nas za tchórza, a nam spadnie wskaźnik Karmy, lub podjąć wyzwanie i zaatakować go. Pojedynek odbywa się do pierwszego cięcia – obojętnie czy to my trafimy go pierwsi, czy też on nas, samuraj schowa miecz i podziękuje nam za walkę (rośnie nam Karma). Oczywiście w tym momencie nie atakujmy go, bo nie tylko stracimy przed momentem uzyskaną Karmę, ale też tym razem pojedynek z nim będzie się odbywać na życie i śmierć. Zaznaczę, że za zabicie jakiegokolwiek przeciwnika dostajemy dziesięć punktów Karmy. Przykładowo atakując napotkanego samuraja, tracimy kilka punktów, ale gdy go zabijemy, dostajemy ich dziesięć. Nie dotyczy to zabijania wieśniaków, mnichów czy karczmarki w karczmie, gdzie możemy coś zjeść, by odnowić energię, czy też zagrać o pieniądze.

Przechodząc do strony graficznej gry, jest ona naprawdę bardzo dopracowana, postacie są duże i ładnie animowane. To samo tyczy się samych plansz – naprawdę oddają klimat feudalnej Japonii (budowle, pola ryżowe, kwitnąca wiśnia). Stronę dźwiękową programu w całości tworzą dwa podkłady muzyczne -jednym jest melodia, którą raczej wypada nazwać utworem, gdyż jest dość rozbudowana, a zarazem dobrze skomponowana i pasuje do klimatu gry. Natomiast drugi podkład tworzy tło dźwiękowe podczas walki. Jest on niezwykle dynamiczny, lecz też monotonny i na dłuższą metę męczący.

Gra naprawdę posiada grywalność, przez co bardzo wciąga. Samo opanowanie walki mieczem nie zajmuje zbyt dużo czasu, gdyż jest ona ograniczona do kilku cięć. Co prawda w grze jest opcja treningu, który odbywa się na snopkach służących nam jako imitacja przeciwnika – niestety można na nich opanować tylko cięcia, bo snopki nie są ruchome, a tym bardziej nie władają bronią.

Największą wadą gry jest jej powtarzalność. Grając w grę drugi raz, spotykamy tych samych przeciwników w tych samych miejscach w tej samej liczbie. Kolejną wadą jest brak możliwości zmiany poziomu trudności – zawsze każdy przeciwnik walczy na takim samym poziomie, obojętnie czy w pierwszej planszy, czy ostatniej.

Tytuł śmiało mogę polecić nie tylko fanom komiksowych przygód długouchego samuraja, czy też miłośnikom walk na miecze samurajskie, ale i osobom lubiącym dynamiczne arcadówki ze śliczną oprawą graficzną i dobrą animacją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *