River Raid

River Raid – klasyka klasyki. Nie ma chyba takiej osoby, która miałaby styczność z komputerem, czy nawet grami telewizyjnymi, a nie znałaby tej gry. Jest to jedna z pierwszych i wbrew pozorom najbardziej popularnych gier zręcznościowych, jakie kiedykolwiek się ukazały. Po raz pierwszy grałem w nią właśnie na grach telewizyjnych, ale nie na jakimś tam Pegasusie tylko na tych pierwszych grach telewizyjnych, jakie się w naszym wspaniałym kraju ukazały. Nie wiem jak się to cudo nazywało, bo byłem wtedy jeszcze bardzo mały. Pamiętam tylko jak wyglądało (takie duże, czarne pudełko z metalowymi gałkami, podłączane do telewizora). Potem grałem w River Raid na C64, Atari, a później nawet na PeCecie.

Gdy ktoś już trochę sobie pogra w RR to bardzo często nasuwa mu się jedno zasadnicze pytanie: dlaczego ta gierka jest uważana za kultową, skoro wcale nie powala na kolana ani dźwiękiem, ani grafiką? Niestety nie znam odpowiedzi na to pytanie. Chyba nikt nie zna. Może jest tak, dlatego, że kiedyś nie było interaktywnych filmów zwanych „grami”, tylko produkcje kiepskie audio – wizualnie, ale za to zrobione „z głową”. Przy dzisiejszych grach River Raid na pewno wygląda beznadziejnie, ale dla tych, którzy grali w tę gierkę 10 lat temu stanowi ona część ich dziecięcych wspomnień i być może dlatego jest tak ubóstwiana. Wtedy naprawdę nie było wielu tak fajnych gier jak ta.

No dobrze. Koniec wspominków, pora przejść do sedna sprawy. Generalnie w RR chodzi o to, żeby przy użyciu samolotu pokonywać kolejne odcinki rzeki okupowanej przez nieprzyjaciela. Misja gracza polega na tym, ażeby zniszczyć jak najwięcej wrogich jednostek (statków, czołgów, helikopterów, balonów itp.). Proste, prawda? Trzeba również zwracać uwagę na poziom paliwa. Na początku możemy je uzupełniać praktycznie co chwilę, bo zbiorników jest tyle, że można nawet do nich strzelać i zdobywać dodatkowe punkty. Gorzej jest później, gdy zbiorników jest bardzo mało i trzeba się starać o każdą kroplę benzyny dla jakże żarłocznego silnika naszej maszyny.

Rzeka podzielona na jest na pewną ilość dość krótkich odcinków (dokładnie nie wiem ile ich jest). Na końcu każdego jest most, który należy jak najszybciej zniszczyć. Najlepiej zrobić to wtedy, gdy wjedzie na niego czołg. Jest to o tyle korzystne, że w późniejszych etapach gry czołgi (i nie tylko) zaczynają do nas strzelać, więc stwarzają dodatkowe zagrożenie. Poza tym zdobywamy więcej punktów, które, wbrew pozorom, są również dość istotne, bo co gdy mam ich 10 000 dostajemy dodatkowy samolot (na początku mamy ich tylko 3). Sytuacja powtarza się co 10 000 punktów.

I to by było na tyle. Na koniec dodam tylko, że w celu urozmaicenia gry jej twórcy udostępnili możliwość rozpoczęcia gry od 1, 5, 20 oraz 50 mostu (poziomu). Można z tego skorzystać, jeśli nie chce się za każdym startować od początku.

Podsumowanie będzie krótkie. River Raid, mimo swej prostoty, zapewnia doskonałą rozrywkę i potrafi przykuć do monitora nawet na kilka dni. Gorąco polecam!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *