Jungle Hunt

Jest to jedna z wielu setek gier plikowych dla Commodore 64. A jaki jest tej scenariusz? Otóż w królestwie dżungli żyło sobie małżeństwo. Całkiem szczęśliwie, dopóki jeden z wodzów obcego plemiona nie porwał naszej żony. Najgorsze z tego wszystkiego było to, iż plemię, które ją porwało było ludożercami! Nie wahając się ani chwili, nasz bohater (czyli Ty) postanawia jak najszybciej dotrzeć do swej wybranki i ją uratować.

Cała gra składa się na jedynie (?) cztery plansze. Pierwsza polega na przedostaniu się przez gęstwinę dżungli. Dokładnie należy przeskakiwać pomiędzy lianami. Przy odrobinie szczęścia można się tego szybko nauczyć. Następny etap to przepłynięcie przez rzekę tropikalną, zamieszkiwaną przez groźne krokodyle, meduzy itp. Możemy się przed nimi obronić dzięki naszej rurce do oddychania, którą także musimy co chwilę pobierać tlenu. Gdy dopłyniemy do końca rzeki, czeka na nas ponownie las. Wspinając się na górę, należy przeskakiwać staczające się kamienie. Wydaje mi się, iż ta plansza jest najtrudniejsza.
I ostatnia część – ocalenie naszej księżniczki. Widząc, że już gotuje się w kotle przygotowanym przez ludożerców, mamy plany przedostania się między wrogami do kotła, by stamtąd ocalić piękność.

Tak przedstawia się całość. Jeśli mam coś napisać o oprawie gry, to nie mam wiele do nagradzania. Grafiki jest właściwie niewiele – woda czy las nie prezentują wysokiego poziomu. O muzyce nawet nie wspominam (bo jej nie ma). Dźwięki również nie spotkają nas za często (tylko przy wykonywanych ruchach – skok, strzał itp.).

Gra Jungle Hunt to zdecydowanie przygota „na jeden raz”. Do takich gierek nie sposób się przywiazać na dłuższy czas, ale dla poświęcenia godziny/dwóch się opłaca. Warto zmierzyć się z próbą dżungli, sprawdźić swoją zręczność przy starym, poczciwym komodorku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *