Hunt For Red October

Jeśli ktoś nie czytał jeszcze książki lub też nie oglądał filmu (w co szczerze wątpię) lub, jeśli nawet „Polowanie na Czerwony Październik” jest mu dobrze znane, to gra pod tym właśnie tytułem powinna go zainteresować. Od razu na wstępie pragnę wspomnieć, iż nie chodzi mi tu o symulację okrętu podwodnego, ale o drugą część tej gry (zarówno pierwsza, jak i druga noszą ten sam tytuł).

Murmańsk. Baza marynarki wojennej ZSRR. Kapitan Marko Ramius wypływa w rutynowy rejs. Jego zamiary różnią się jednak diametralnie od rozkazów dowódców, gdyż postanawia on przekazać w ręce NATO najpotężniejszy okręt podwodny, jaki kiedykolwiek zbudowano – Czerwony Październik. Nie jest to byle jaka łajba. Łódź posiada prawie w 100% niewykrywalny napęd dżdżownicowy (dla ekspertów – kapilarny; cokolwiek to oznacza). Poza tym naszpikowana jest super-nowoczesną elektroniką oraz, oczywiście, torpedami i innego rodzaju śmiercionośną bronią. Przełożeni Ramiusa nie są zbyt zadowoleni z jego pomysłu i wysyłają za nim w pościg połowę swoich najlepszych jednostek. Strona amerykańska również nie pozostaje bezczynna…

Pierwszy etap gry jest dość prosty. Należy przetransportować agenta Jacka Ryan’a na pokład USS Dallas. Zadanie komplikuje porywisty wiatr oraz kończące się paliwo śmigłowca. Opuść Jacka tak, aby znajdował się po środku kiosku łodzi podwodnej, a zarazem tuż nad nim. Nie próbuj skakać (FIRE) z byt dużej wysokości, gdyż potłuczesz się okrutnie i stracisz sporo energii.

Kolejnym Twoim zadaniem jest poprowadzenie wyżej wspomnianej amerykańskiej łodzi podwodnej na spotkanie z Czerwonym Październikiem. Podróż zapowiada się bardzo interesująco…
Niszcz nadpływające jednostki za pomocą torped (prawo + FIRE). Uważaj na bomby głębinowe lub ewentualnie nisz je rakietami „pionowymi” (góra + FIRE). Rakiety startujące z dna oceanu można bez problemu ominąć, ale jeśli zależy Ci na większej ilości punktów to możesz je zniszczyć przy pomocy bomb głębinowych (dół + FIRE). Rakiety samonaprowadzające również można ominąć lub rozwalić zostawiając za sobą „bombę tylną” (lewo + FIRE). Twoja łódź również posiada takie „inteligentne” pociski, ale nie potrafię dokładnie ustalić jak je wystrzelić (raz się udaje, a raz wręcz przeciwnie). Cała podróż jest dość długa, ale można ją skrócić. USS Dallas posiada dwa tryby pracy reaktora, które wiążą się z prędkością okrętu. Można je zmieniać za pomocą SPACJI. Przy trybie szybkim należy uważać, aby nie nadwyrężyć reaktora i nie wywalić się w kosmos. Warto również zbierać napotkane „kwadraty”. Zwiększają one energię (CD), liczbę wszelkich dostępnych pocisków (M, DC, CH, T, ST) oraz powodują chwilową nieśmiertelność i zniszczenie wszystkich widocznych jednostek wroga (S). Dodają również punktów (P).

Poziom trzeci to spotkanie z tytułowym Czerwonym Październikiem. Jak widać jest on jakieś 10 razy większy od amerykańskiej jednostki (nie pytajcie dlaczego). Twoje zadanie to dostać się na pokład radzieckiego okrętu za pomocą batyskafu (taka mała łódź … ratunkowa z resztą). Podpłyń ostrożnie do luku i rozpocznij dokowanie. Nic prostszego. Batyskafem steruje się za pomocą ruchów joya, a wciśnięcie FIRE powoduje wznoszenie.

Kolejne zadanie to otworzenie luku (prawo-lewo, prawo-lewo … ). Nie jest to taka prosta sprawa, gdyż różnica ciśnień na zewnątrz i wewnątrz okrętu jest dość znaczna, a i czasu jest niewiele, bo tylko 30 sekund.

Czwarty etap to powtórka drugiego, czyli rajd w zatoce pełnej wrogich okrętów. Wszystko tak samo, tyle, że mniej żyć.

Finalnym etapem gry jest spotkanie piątego stopnia z agentem KGB, który niestety nie jest postacią pozytywną. Cwaniak udawał kucharza. Trzeba go wyeliminować za wszelką cenę. Niby łatwe, ale uważaj w co strzelasz, bo pojedynek toczy się w hali reaktora i masz kolejną okazję na wywalenie się w kosmos.

Po ukatrupieniu agenta pozostaje Ci tylko obejrzenie uśmiechniętej facjaty kapitana Ramiusa oraz agenta Jacka Ryana, czyli, jakby nie było, Twojej własnej oraz wpisanie się na listę najlepszych graczy.

Podsumowanie, czyli to, czego tygryski NIE lubią najbardziej. Piszę tak, gdyż za każdym razem, gdy opisuję jakąś gierkę, bardzo ciężko jest mi ocenić grafikę i dźwięk (całe szczęście nie muszę już podawać procentowych ocen za obrazki i muzyczki). W większości gier na C-64 stoją one na podobnym poziomie. Są wyjątki, ale najważniejszą rzeczą nie jest przecież wygląd, ale „scenariusz” i miodność gierki. Tak więc, jeśli ktoś grał w Hunt 4 Red October to musi się zgodzić z moją maksymalną oceną tej pozycji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *