FOREVER C 18-20.3/2011

FOREVER C | The Dirty Dozen.

18-20.3/2011 Horna Suca, Slovakia.


DAY ONE

ok 14:00 przyjechał po mnie Zielok. Wyjechaliśmy ok. 14:10. W Katowicach zgarnęliśmy Sebaloza spod Altusa. Zielok pytał czy mam numer do Sebaloza – na szczęscie miałem, gdyż były trudności z odnalezieniem naszego kompana. Podróż upłynęła nudno i spokojnie, kilka pomyłek w trasie nie przeszkodziło nam w dotarciu do celu. Po drodze mieliśmy kilka postojów – kantor, gazownia, nic szczególnego 😉

Na miejsce przybyliśmy ok. 19:30. Wyczekiwaliśmy ceremonii rozpoczęcia oraz koncertu, które miały wystartować ok 20:00. Obsuwa była jednak nieunikniona. W międzyczasie na party przybył dr Krzysztof Wróbel vel Rastan ze sceny atarowskiej, z którym w obecnym semestrze mam seminarium magisterskie na uniwerku – jak słitaśnie – do zobaczenia w środę. Ok 22:00 Wotnau zrobił wejście w klimacie wojskowym (ogolił się, założył mundur i odgrywał dowódców w klimacie ju es ei 😉 zgodnie z hasłem the dirty dozen) po czym rozpoczął się koncert AY Riders.

Wystarczyły 3 utwory abyśmy poszukali innego zajęcia – pojechaliśmy do centrum Trenczyna, do pubu Jameson (czyżby na cześć Jenna’y?) w składzie: Zielok (kierownik), Sebaloz (reporter), Sudi (tłumacz), Splatterpunk (podrywacz) + moja skromna postać. Później przyjechał tam Booker z Conradem, długo jednak nie zabawili, gdyż Booker był wydatnie zmęczony podróżą i chciał jechać na Party Place. Pub Jameson nie jest lokalem „wysokiej klasy” ale mimo tego był wypełniony ludźmi, można było nawet potańczyć na mikro-parkiecie przy DJu i popatrzec jak Splatterpunk probuje swoich sil – niestety na naszych oczach żadnych zagranicznych owoców nie pozbierał. Ok 1:40AM opuściliśmy lokal, Zielok miał już dość. Splatterpunk oraz Sudi zostali jeszcze w lokalu na łowy, mając ponadto w pobliżu wykupione pokoje.

Jak później relacjonowali Booker z Conradem, gdy byli na miejscu (okolice północy zdaje się) już nic


zorganizowanego przez szefostwo się nie odbywało, więc gdy my byliśmy na party place tuż po 2AM nie działo już w zasadzie nic interesującego, na sali było wciąż dość dużo osób – organizatorzy (z reszta praktycznie przez cały czas trwania imprezy) nie zadbali o muzykę, wiec można było się „raczyć” popieradami usznymi z atarynek. Chcąc nie chcąc…. poszedłem spać ok. 3AM przy katowaniu sonicznym z atari i włączonym świetle…. 

Morfeusz był przy mnie jakieś 4h.

 

DAY TWO

No to pierwszy dzień za nami. teraz tylko czekać na Creamd’a żeby zapodać mu muzę na kompo 😉 
Ostatecznie z braku laku ok 12:00 w składzie Zielok, Kisiel, Grabba, Kenji, Raf wyszliśmy na spacerek… który rozciągnął się na jedyne 7km. Była to świetna okazja do wielu rozmów, w tym do założenia nowej polskiej grupy hardware’owej 😉 . Po spacerku wylądowaliśmy w Pizzeri Oaza (ok 14:30) i zjedliśmy 4 różne pizze + po piwku. Gdy wróciliśmy na party place okazało się że w końcu jest tam też i CreaMD… organizator nie przyjechał na party w piątek gdyż wraz z reszta grupy DMagic kończyli demo… 

Przed kompotami nagrywaliśmy materiał do video-invitki na Silesia Party 5 – jest naprawdę mocny więc pewnie pójdzie w jakimś niedalekim party 😉

Prace miały różny poziom, ale grafika i muzyka zdecydowanie najlepsze były na C64. Nawet Piesiu zrobił lepszy obrazek dla C64 niż dla ataryny. Prac ogółem było sporo w każdej kategorii na każdą
platformę (no może z wyłączeniem Amstrada – ilości śladowe), ale np. trzy slideshowy puszczone jako dema na gumiaku… to żenadą trąciło. Zapadło mi w pamięć demo grupy DMagic – było jednym z najbardziej męczących jakie było mi dane widzieć kiedykolwiek… (do tej pory nie ma go w CSDb… chyba się wstydzą go pokazać światu)

Po spożyciu kompotu ok. 23 znów udaliśmy się do pizzerri na kolację (tym razem w większym składzie: Kisiel, Grabba, Ramos, Mat, Kenji, Gruby, Zielok, Sebaloz, Raf – 3 pizze na ta ekipę 😉 ), po północy do lokalnej piwiarni przy biesiadnej muzyce jeszcze po dwóch piwkach + 0.3l piwa w brzuch demo by Sebaloz (realtime rzecz jasna, 14s), potem ok. 1AM na partyplace i lulu. Zielok wyszedł wcześniej, Ostatecznie w piwiarni został tylko Kisiel, Sebaloz i Kenji. Zauważa się tutaj znaczy wzrost elokwencji Sebaloza wraz z zagęszczeniem alkoholu we krwi.

Po tym całodziennym maratonie udałem się spać – tym razem do sleepingroomu (podobno poprzedniego dnia też można było tam spać, tylko jakoś nigdzie nie było nawet kartki 😉 gdybym przypadkiem nie zapytał CreaMD’a o mój materac to bym się chyba nigdy nie dowiedział o takiej możliwości).

DAY THREE

Wstałem o 8:00 o dziwo nawet dość wyspany. Obudził mnie Grabba świstający pompka do dmuchanej ow.. Materaca znaczy się 😉 przepraszając, że musi tak co 2h. ok 9:00 planowo miało się odbyć ogłoszenie wyników – ostatecznie była lekka obsuwa (nie więcej jak 30 minut). Sama ceremonia mogła być na pewno przeprowadzona trochę ciekawiej (cenie sobie muzykę z Plush 2k ale słuchanie w kółko jednego motywu przez ponad 30 minut potrafi być irytujące 😉 ). Dziwne też, że organizatorzy nie spróbowali na bigscreenie pokazać całości wyników, skoro musieli je mieć wszystkie przeliczone. 

Z party wybyliśmy ok 11:20 pożegnawszy towarzystwo.

 

 

Reasumując – impreza ta niestety sprawia wrażenie dużego spotkania miłośników komputerów, a nie prawdziwego nieco szalonego i nieprzewidywalnego demoscenowego party. Albo ludzie się starzeją, albo organizatorom coraz mniej się chce, ale w przyszłym roku poważnie się zastanowię czy pojadę na Forever – i wcale nie łączę tej niepewności z pewną sprawą, która nagle wyciekła po party (ewentualne destrukcje sprzętu powinny być wyjaśniane na party, a biadolenie organizatorów, że może to być koniec serii Forever z powodu relatywnie błahej sprawy nie świadczy o nich dobrze).

 

Tekst i fotografie:
Raf/VTE

Raport pierwotnie napisany 20 marca. Poprawiony i nieco rozszerzony 12 kwietnia 20011.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *