Archon

Czy grałeś kiedyś w szachy? Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, co by powstało z połączenia planszówki z jakąś grą zręcznościową? Właśnie na taki pomysł wpadła firma Electronic Arts produkując opisywanego przeze mnie Archona. Jest to połączenia gry w szachy (to stwierdzenie jest najbliższe prawdy, chociaż jakiekolwiek ślady tej gry w tym tytule są znikome) z elementami walki. Właśnie to przyniosło tej grze sławę i sprawiło, że jest w niej coś innego, bardziej niezwykłego niż w pozostałych grach logicznych.

Fabuła nie wygląda zbyt ciekawie i występowała już wcześniej w wielu innych grach. Naprzeciwko siebie spotkały się Siły Światła i Siły Ciemności, którzy od dawień dawna rywalizują pomiędzy sobą, aby stoczyć rozstrzygającą walkę. Każda z obu drużyn ma charakterystycznych tylko dla siebie osobników. Tak więc w Siłach Światła znajdziesz rycerzy, łuczników, golemy, feniksa i czarodzieja, a w Siłach Ciemności – gobliny, bazyliszki, smoka i zaklinacza. Od Ciebie zależy, którą z tych dwóch sił wybierzesz i poprowadzisz do zwycięstwa.

Gra do trudnych nie należy i ogranicza się jedynie do poruszania po planszy i pojedynkowania się. Wspomnę teraz co nieco o prowadzeniu rozgrywki. Podczas gry wykonujemy na przemian ruchy, przesuwając figury po planszy, a gdy dwie postacie z przeciwnych stron spotkają się na jednym polu, dochodzi pomiędzy nimi do bezpośredniego starcia. Oczywiście zwycięzca zostaje dalej na polu bitwy i może kontynuować grę, a przegrywający odpada. Przed walką należy zwrócić uwagę na jeden szczegół. Mianowicie chodzi mi o kolor pola szachownicy na jakim będzie rozgrywała się walkę. Jeśli jest to kolor biały, przewagę będzie miała postać reprezentująca Siły Światła, jeśli zaś czarny – postać reprezentująca Siły Ciemności. Gra toczy się do momentu wyginięcia figur któregoś z graczy, bądź do momentu zajęcia wszystkich pięciu pól energii. Najważniejszą postacią w każdej ze stron jest czarownik lub zaklinacz (zależy, którą ekipe prowadzisz). Są oni odpowiednikami króla w tradycyjnych szachach. Mogą czarem przywołać nową postać lub ożywić kogoś z poległych, uleczyć zranionego wojownika, unieruchomić figurę przeciwnika, zamienić miejscami dwie postacie, teleportować wybraną postać lub siebie. Kolejnym elementem bardzo ważnym w grze są wspomniane wcześniej pola energii. Na planszy znajduje się ich pięć i dzięki nim każda postać może zregenerować siły. Innym ciekawym posunięciem Electonic Arts jest także zróżnicowanie postaci, jedni są powolni, ale silni, drudzy szybcy, ale nie mający zbytnio dużo siły, itd.

Grafika nie jest zbyt dobra, a sądzę, że mogłaby być choć trochę lepsza. Wygląda jakby graficy się gdzieś spieszyli i robili ją na szybko. To samo dotyczy pola bitew. Podczas gry muzyka praktycznie nie występuję (oprócz intra) i jesteśmy zmuszeni do słuchania dźwięków, które wydają postacie. One już są o niebo lepsze od pozostałych trzech elementów. Teraz przedstawię parę rzeczy na plus. Pierwszym argumentem jest wysoka sztuczna inteligencja komputerowego gracza. Wszystkie jego ruchu są dokładnie przemyślane i nie popełnia zbyt często głupich błędów. Kolejną dodatnią cechą jest niesamowitą grywalność, która sprawia, że nie znudzi się tak szybko i jeśli zaczniesz w nią grać to tak szybko nie oderwiesz oczu od monitora. Dzięki niej ta gra jest taka wspaniała. Na samo zakończenie dodam, że gra się w nią najlepiej w sposób tradycyjny, a nie na emulatorach. Zatem ściągnij ją i udaj się grać. Powodzenia!

American Tag Team Wrestling

To gra zręcznościowa, której tematyka zaczerpnięta została z iście amerykańskiego sportu: wrestlingu. Kto ogląda telewizję satelitarną, niejednokrotnie mógł podziwiać olbrzymich facetów w kolorowych kostiumach, ganiających po ringu z pianą na zębach. Walki te, zwane również wolną amerykanką, w rzeczywistości nie są tak groźne, na jakie wyglądają. W większości przypadków są sfingowane, przebieg walki i jej zakończenie znane są zawodnikom przed rozpoczęciem zmagań. Zaaranżowana rywalizacja wymaga od jej uczestników zarówno dobrego wygimnastykowania, jak i niezłych umiejętności aktorskich. Ci faceci są zawodowcami jeśli chodzi o udawanie np. bólu. Na takie przedstawienia Amerykanie przychodzą całymi rodzinami i naprawdę wspaniale się bawią. Z tego co słyszałem, najlepsi zawodnicy ligi w wrestlingu niebawem wyruszą w tournee po Europie. Wśród krajów, które mają odwiedzić, znajduje się również Polska.

Walka nie toczy się pomiędzy dwoma zawodnikami, lecz uczestniczy w niej czterech osiłków. Każdemu z graczy przysługuje dwóch zawodników. W jednej chwili na macie może spotkać się jedynie dwóch rywali.

Każdy celny cios przeciwnika osłabia Cię. Jeśli poziom energii jest bardzo niski, to należy zmienić zawodnika. W tym celu podchodzi się do swego narożnika i naciskasz FIRE.

Utracona energia odzyskiwania jest w czasie odpoczynku poza ringiem. Jeśli chcesz rzucić przeciwnika na matę (zawodnicy trzymają się za barki), musisz wykonać kilka szybkich ruchów dźwignią joystick’a (prawo-lewo), a w chwili, gdy nad ringiem pojawi się żółte okienko, nacisnąć FIRE. Wcześniejsze naciśnięcie tego przycisku spowoduje, iż to Ty zostaniesz rzucony na matę.

Leżącego na macie przeciwnika rozkłada się na łopatki ruchem dźwigni w dół (dźwignię należy tak przytrzymać, aż do zakończenia odliczania przez sędziego trzech sekund). Jeżeli znalazłbyś się w odwrotnej sytuacji, to musisz wiedzieć, że tylko szybkimi ruchami joystick’a prawo-lewo zdołasz uniknąć rozłożenia na łopatki.


Agent USA

Stanom Zjednoczonym grozi ogromne niebezpieczeństwo. W jednym z pociągów ktoś podłożył mutację bomby – bardzo dziwnej – niszczących ludzi. Bomba ta krąży wciąż z peronu na peron, poszerzając niebezpieczeństwo. Jak ona działa? Jest to skażona substancja, z którą styk sprawia, że zostajemy zarażeni śmiertelną chorobą, którą roznosimy dalej jako pasażerowie. Ty, specjalny wysłannik amerykańskiej policji – Agent USA – masz temu niebezpieczeństwu podołać.

Niesamowicie prosta i nieskomplikowana gra, z bardzo ciekawym scenariuszem. Wbrew pozorom, wciąga na długie godziny. Jesteś Agentem USA (cała postać to kapelusz i nogi…). Musisz podróżować do całych Stanach, by znaleźć zarazę i ja wyniszczyć. Zaraz, zaraz – jak Ty to sam zrobisz? Środkiem są diamenty, których na początku posiadasz kilka. Wystawiając je na chwilę na peronie (wystarczą trzy, najlepiej jak najwięcej), będą się rozmnażać. Gdy spotkasz się z zakażoną osobą, rozłóż wokół niej kilka brylantów (nieskażonych). Po styku z nimi zakażony osobnik zostanie ocalony. Twoim zadaniem jest całkowite powstrzymanie zarazy.

Obsługa gry. Diamenty rozsypujemy poprzez wciśnięcie przycisku FIRE i skierowanie joy’a w jakimś kierunku. Po kilku sekundach powiększy się ich liczba.
Aby podróżować pociągiem konieczne są bilety. Budka z biletami znajduje się w każdym mieście (aby je kupić, wybieramy z listy jakieś miasto i wpisujemy je w polu, np. CHICAGO, OL). Obok nazwy miasta jest czas odjazdu. Jeśli spróbujemy wsiąść do pociągu bez biletu, zostaniemy z niego wyrzuceni. W rozkładzie znak ‚*’ (gwiazdka) oznacza ekspress – pośpieszny. I tu mała wskazówka, jak wsiadać do pociągu nie posiadając biletu (nie działa w pośpiesznych): przed sygnałem odjazdowym szybko wsiadamy – tak, że nie zdąży nikt nas wyrzucić. Wtedy jednak nie wiemy, gdzie pojedziemy 🙂 (no chyba, że spojrzymy wcześniej w plan).
W niektórych miejscowościach oprócz budki z biletami jest też Informacja. Tam można dowiedzieć się, gdzie aktualnie się znajdujemy, które miasta już ‚zwiedziliśmy’ oraz gdzie prawdopodobnie znajduje się bomba. Można także sprawdzić prawdopodobną ‚strategię przenoszenia zarazy’.

Grafikę sami widzicie – nie prezentuje żadnego poziomu. Podobnie jest z dźwiękiem – momentami usłyszymy prymitywne odgłosy przyjeżdżającego pociągu, rozsypywanych diamentów itd. Nie jest to jednak ważne, gdy grywalność sięga zenitu, a prostota gierki czyni ją bardzo interesującą.

Ace of Aces

Ace of Aces – symulator, w którym zasiadamy za sterami myśliwca z II Wojny Światowej. Naszym celem jest wypełnienie… niestety tylko jednej misji. Istnieje jedynie możliwość wyboru tego jakie cele chcemy atakować, a są to : V-1 Rocket, Bomber, Train (pociąg) i U-Boat (łódź podwodna). Dla osób, które po raz pierwszy grają w Ace Of Aces, w pierwszej kolejności proponuję trening.

Decydując się na misję sami wybieramy nasze uzbrojenie i dodatkowe wyposażenie (dodatkowe zbiorniki na paliwo). W momencie kiedy, skończy nam się magazynek z nabojami, musimy przełączyć na strzelanie rakietami, dlatego warto zawsze dołożyć kilka rakiet do uzbrojenia. Atakując pociąg, czy łódź podwodną nie możemy zapomnieć o załadowaniu kilku bomb. Musimy obniżyć naszą wysokość, do momentu kiedy znajdziemy się całkowicie w chmurach, wysokościomierz musi wskazywać krytyczną wysokość (kolor czerwony). Nie możemy się jednak za bardzo zniżyć, gdyż grozi to zderzeniem z ziemią. W momencie, kiedy na radarze (po lewej stronie, sylwetka samolotu) zobaczymy, że cel znajduję się pod nami, naciskamy klawisz 5, następnie otwieramy luk bombowy. Radar ten informuję również o zbliżających się samolotach nieprzyjaciela (kolor czerwony).

Chcąc spojrzeć w lewo naciskamy klawisz 2, w prawo klawisz 3. Możemy tu zwiększyć moc, tylko nie za bardzo, łatwo o pożar. Można go co prawda ugasić, ale silnika już nie uruchomimy. Lądowanie możliwe jest tylko, w momencie jeżeli znajdujemy się nad naszym lotniskiem. Obniżamy wtedy naszą wysokość, należy pamiętać o podwoziu. Naciskając klawisz 4 włączamy mapę, gdzie możemy sprawdzić naszą aktualną pozycję. Naciskając klawisz 1 wracamy do kokpitu. Celowanie do samolotów przeciwnika, nie jest wcale takie łatwe, chyba dlatego, że samolot reaguje na nasze polecenia z lekkim opóźnieniem, ale można się przyzwyczaić. Samoloty często chowają się za chmury, co też nie ułatwia nam zadania.

Grafika jest naprawdę super, praktycznie cały czas lecimy nad chmurami, robi to niesamowite wrażenie, czasami możemy napotkać i wlecieć w chmury burzowe, wtedy może nawet dojść do uszkodzenia samolotu. Efektom dźwiękowym, nie można chyba też nic zarzucić. Ogólnie Ace Of Aces jest naprawdę świetnym symulatorem, a wypełniając całą misję i bezpiecznie wracając do bazy, możemy być naprawdę dumni, nie jest to wcale takie łatwe zadanie.


A Nightmare On Elm Street

„Sny, takie małe skrawki śmierci.
Jakże ich nienawidze”.

Edgar Allan Poe

Gra oparta jest na fabule trzeciej części szlagierowego horroru Wes’a Craven’a – Koszmar z ulicy Wiązów 3: Wojownicy Snów. Opowiada on o przygodach szóstki przyjaciół, których dręczą nocne koszmary i boją się z tego powodu zasnąć. Co gorsza, to co wydarza się we śnie odzwierciedla się w rzeczywistym świecie tzn. że jeśli tam zginiesz to umierasz naprawdę. Wszyscy spotykają w nich potwora, z nożami przymocowanymi do palców, brudnym swetrem w paski i w dodatku ze zdeformowaną twarzą. Jednym słowem ohyda. Cała historia nie dawała im spokoju i udało im się dociec, że owym potworem jest nie kto inny jak Freddy Krueger – morderca zabijacy niegdyś dzieci, który został spalony żywcem przez obecnych rodziców jego ofiar w swoim domu przy ulicy Wiązów. Bohaterowie, którzy są już na skraju wyczerpania psychicznego, postanawiają raz na zawsze pożegnać się z koszmarem… Tak wygląda mniej więcej fabuła gry.

Akcja rozpoczyna się wkrótce po tym jak jeden z głównych bohaterów zasnął i wciągnął do swojego snu swoich przyjaciół. Twoim zadaniem będzie odnalezienie pozostałej piątki przyjaciół i razem z nimi uśmiercić Krueger’a po raz drugi – tym razem na zawsze.

Zaczynając grę przyjdzie nam stanąć przed ciężkim wyborem gracza, którym będziemy kierować. Wybór jest dlatego trudny, że do wyboru mamy całą szóstkę, która występuje w filmie, a każdy z nich posiada dostępną tylko dla siebie zdolność, którą można będzie wykorzystać w przyszłości (dokładnie tak, jak w filmie), np. Taryn będzie rzucać magicznymi nożami, a Kristen zadawać kopnięcia w stylu karate. Niestety, obojętnie, którego z bohaterów wybierzesz i tak wszyscy będą podobni do siebie (hmm… po kolorze skóry sądzę, że to Kincaid), a różnić ich będzie jedynie umiejętność w której się specjalizuje. Dokładny opis każdego bohatera znajdziesz na końcu recenzji.

Głównym przeciwnikiem jest sam Freedy Krueger, jednak walkę z nim stoczysz dopiero na samym końcu, ale wcześniej przeszkadzać Ci będą wszelkiego rodzaju upiory typu duchy czy szkieletory oraz inne przeszkadzajki wystające z ziemi itd. Potwory niszczyć możesz używając swojej głównej zdolności, która jednak obciąża duszę i się wyczerpuje (w tym wypadku będziesz musiał zaczekać, aż energia się odnowi) lub bronią, którą znajdziesz na swojej trasie. W skład ekwipunku może wejść nóż, siekiera, granat, pałka baseball’owa, a nawet wodę święconą. Ilość miejsc w nim jest ograniczona do siedmiu. Poza tym na jednym z poziomów można udać się do sklepu i kupić małe co nieco – za pieniądze, oczywiście – które leżą sobie na drodze, bądź są wyrzucane bo zabiciu monstra. Dodatkowo można także znaleźć różnego typu bonusy (nie zawsze przyjemne).

A Nightmare on Elm Street jest przygodówką zawierająca sporo elementów grozy. Podsumowanie gry zacznę od minusów. Jest mi szkoda, że w grze nie występuje muzyka, co w pewnym stopniu psuje klimat (a gdyby takowa występowała i w dodatku została choć trochę odwzorowana z filmu to gra nabrała by atmosfery grozy i tajemniczości). Grze towarzyszą jedynie dźwięki, które są nienaganne, aczkolwiek autorzy nie oddali nam pełnej gamy efektów np. miło byłoby usłyszeć jak się porusza nas bohater po Elm Street. Widać z tego, że Monarch Software oszczędzał na muzykach. To wszystkie argumenty, które mi się w grze nie spodobały. Natomiast teraz wymienię wszystko co mi się podoba w grze. Grafika moim zdaniem prezentuje się świetnie. Bardzo dobrze zanimowani zostali bohaterzy i płynnie się poruszają. Gra należy do tych tytułów, które aby je ukończyć wymagają długich godzin grania (polecam godziny nocne, po obejrzeniu jakiegoś horroru) , dlatego dużym plusem jest opcją zapisania stanu gry, która jest dostępna, gdy się kończy kolejne etapy. Posiada dużą grywalność i nie znudzi się zbyt szybko. Kolejnym atutem, który mnie – fana filmu Wes’a Craven’a – cieszy, to zgodność niektórych elementy gry z filmu. Ciekawym posunięciem autorów było wprowadzenie paska z komunikatami na samym dole ekranu. Często znaleźć tam można wskazówki, które jak się okaże nie zawsze mówią prawdę i zawierają dużą dawkę poczucia humoru.

Może niektórzy oburzą się oceną, którą jej wystawiłem, że jest zbyt wysoką, chcę jednak rozwiać te wątpliwości oraz stwierdzić, iż gdyby w grze występowała muzyka to ocena byłaby jeszcze o jedną gwiazdkę wyższa. Polecam tę grę wszystkim miłośnikom horrorów, a szczególne osobom, które widziały film. One, two, Freddy’s coming for you….

BOHATER:	ZDOLNOŚĆ:
Kincaid Siła pięści
Kristen Kopnięcie karate
Will Włada piorunami
Nancy Spowalnia czas
Taryn Magiczne noże
Joey Brak

 

4 Soccer Simulators

 

Pod tym tytułem kryją się tak naprawdę cztery – żadna niespodzianka – różne gry związane z piłką nożną:
Soccer Skills – gra symulująca trening piłkarski, zarówno na boisku, jak i na siłowni,
11-A-Side Soccer – normalna, „boiskowa” piłka nożna,
Indoor Soccer – piłka halowa,
Street Soccer – jak sygnalizuje nazwa, polem gry jest tu ulica i wszystkie typowe dlań elementy krajobrazu (domy, płotki, samochody,etc.),

Soccer Skills Gra odstaje poziomem od i tak nie najlepszej reszty. W instrukcji czytamy, iż największe gwiazdy piłki nożnej zaczynały od treningów zręcznościowych z piłką czy też na siłowni. Cóż, trudno do tej teorii dopasować Ronaldinho i rozsławioną przez Szpakowskiego grę Brazylijczyka z własnym psem. Mniejsza o to. Gorzej, że ta gra to kompletna pomyłka. Szczególnie, jeśli chodzi o trening siłowy. Bo oto mamy niepowtarzalną okazję sterować zawodnikiem wykonującym pompki, dźwigającym hantle bądź też przeskakującym nad sztangą. Brzmi pasjonująco, nieprawdaż? Oczywiście żądany efekt uzyskujemy poprzez „decathlonowe” kombinacje „lewo-prawo” bądź na przykład „góra-lewo, góra-prawo”. Ćwiczenia można wykonywać oddzielnie bądź też w treningu obwodowym – w tym przypadku mierzony jest także czas. Nieznacznie lepiej prezentuje się trening z piłką. Możemy np. strzelać rzuty karne, bądź też stać na bramce i spróbować je bronić. Wszystko byłoby ok., gdyby nie fakt, iż zawodnik podczas poruszania się znika co chwila (a może to wina emulatora?), co utrudnia strzały bądź też ich obronę. Sterowanie jest fatalne – aby strzelić na bramkę trzeba wbiec – z im większą prędkością tym lepiej- na piłkę. Litości. Gra została stworzona przez innych autorów, niż pozostałe pozycje, dlatego – w odróżnieniu od nich – prezentuje się mocno przeciętnie pod względem technicznym. Muzyka na stronie tytułowej nie powala (choć jest całkiem niezła), o efektach w trakcie gry lepiej nie wspominać. Następne trzy gry zostały stworzone przez tych samych autorów, pod wieloma względami są więc do siebie podobne. Większość uwag dotyczących 11-A-Side Soccer obowiązuje też w przypadku dwóch kolejnych tytułów, chyba ,że w tekście zaznaczono inaczej. Jeśli chodzi o wrażenia techniczne, to warto wspomnieć o interesującej – choć mocno podchodzącej pod The Last Ninja II (nic dziwnego, to ten sam autor) – muzyce na planszy tytułowej. W trakcie gry słyszymy niezłej jakości efekty dźwiękowe – szczególnie ciekawy jest pomruk publiczności przy przejmowaniu piłki. Grafika stoi na dobrym poziomie, chociaż niektóre elementy tła można było dopracować. Najgorzej jest z grywalnością – szczegóły poniżej.

11-A-Side Soccer To gra próbująca naśladować Microprose Soccer. Z miernym raczej rezultatem. Niby wszystko jest ok. – podobna (a może i lepsza) grafika, niemalże identyczny napis „Goal” po strzeleniu bramki. A jednak – gra ta jest kolejnym dowodem na to, iż niełatwo było na C-64 zrobić dobrą symulację piłki nożnej. Ciekawie została rozwiązana kontrola zawodnika – sterowanie cechuje się pewną bezwładnością, co nadaje grze większego realizmu. Nie można tego powiedzieć o klejeniu się piłki do nogi, co akurat na C-64 było chyba jedynym sensownym rozwiązaniem. Natomiast kluczowa w piłce nożnej czynność – kopanie futbolówki – została rozwiązane fatalnie. Nie da się nią nijak sterować, możemy jedynie kopać z różną siłą. Piłka odbija się zupełnie bezsensownie i nader często znika z pola widzenia. Tak więc na ogół nie widzimy gdzie właściwie powinniśmy biec. Przełączanie między zawodnikami odbywa się w sposób ręczny – w porządku, jednakże w innych pozycjach z tym rozwiązaniem zawodnicy z drużyny podbiegali, co ułatwiało przenoszenie kontroli. Tutaj często bezsilnie obserwujemy zbliżającego się do naszej bramki przeciwnika, gdyż – również w związku ze wspomnianym wyżej wąskim polem widzenia- nie widzimy żadnego piłkarza z naszej drużyny. Kolejnym minusem jest brak wślizgów – piłkę przejmujemy po prostu przebiegając w okolicach nóg przeciwnika – co czasem niespodziewanie kończy się naszym faulem. „Niespodziewanie” to mało powiedziane. Faule bywają absurdalne, np. w sytuacjach, w których przeciwnik przebiegnie po nogach nieruchomego zawodnika. Kielich goryczy przepełnia fatalna kontrola bramkarza, który jest „przyklejony” do linii bramkowej i pozwala przeciwnikowi podbiec – jeśli nie przeszkodzą mu obrońcy – dowolnie blisko celu. Dość kontrowersyjny wydaje się też pomysł wprowadzenia punktacji za grę, która większego znaczenia nie ma – remis bramkowy to zawsze remis. 100 punktów otrzymujemy za każdą strzeloną bramkę, pozostałe zdobywamy za posiadanie piłki. Gra – podobnie jak pozostałe 2 tytuły – nie oferuje zbyt wielu możliwości. Pojedynczy mecz – z komputerem (3 poziomy trudności) bądź drugim graczem – to wszystko, na co było stać ludzi z Codemasters. A przydałby się przecież jakiegoś rodzaju turniej, bądź rozgrywki ligowe. Możliwości konfiguracyjnych również nie ma zbyt wiele – w zasadzie mamy wpływ tylko na stopień odbijania się piłki i długość meczu.

Indoor Soccer Zasadnicze uwagi – patrz wyżej. Pomiędzy tą grą a 11-A-Side Soccer występuje jednakże kilka różnic. Wiadomo, skoro mamy do czynienia z piłką halową, to też rozmiar pola gry jest znacznie mniejszy, co ma dwa zbawienne skutki. Po pierwsze – gra zyskuje na dynamice. Po drugie – mocno zawężona widoczność pola gry – w wyniku znacznie mniejszego boiska – nie daje się tak we znaki. Inną różnicą jest niemożność wbiegnięcia piłkarza na pole bramkowe przeciwnika. Wszystko ok, tyle że w wyniku wspomnianego wyżej „przymurowania” bramkarza do linii bramkowej, regularnie występują tu sytuacje, w których piłka pozostaje w polu bramkowym a bramkarz – ani piłkarz drużyny przeciwnej – nie jest w stanie jej sięgnąć. Musimy zdobyć ją więc sami, co jednak czasami bywa niebezpieczne- kilka razy zdarzyło mi się w ten sposób strzelić samobója. Mimo wszystko gra ta prezentuje się nieco lepiej od wyżej opisywanej.

Street Soccer To raczej najciekawsza, a już na pewno najbardziej oryginalna gra z pakietu. Oczywiście nie oznacza to, iż nie dziedziczy ona niemalże wszystkich wymienionych przy okazji 11-A-Side Soccer wad. Ta pozycja posiada jednak kilka ciekawych zalet. Po pierwsze – zróżnicowane pole gry. Zawodnikami poruszamy się po trawnikach, ulicy, wśród zaparkowanych samochodów, etc. Dzięki takiemu zróżnicowaniu terenu dobrze jest obrać różne strategie prowadzące do strzelania bramek – w zależności od strony, po której gramy. Poza tym – wszystkie chwyty dozwolone, nie ma tu fauli, więc zawodnicy co chwila przewracają się nawzajem absolutnie bez żadnych konsekwencji. Nawet tak dające się we znaki kopanie piłki tutaj daje się jakoś znieść – bo przecież gra na ulicy to w gruncie rzeczy prymitywna kopanina. Żeby nie było zbyt różowo – kolejna wada. Piłka często zostaje zablokowana w okolicach płotków, samochodów i tak dalej, co uniemożliwia jej przejęcie i kontynuowanie gry. Gdy zastanawiam się nad sensem wydania takiego „czteropaku” w głowie nieśmiało kołacze myśl, iż autorom chodziło o pokazanie różnych oblicz mało w sumie skomplikowanej gry, jaką jest piłka nożna. Z mojej perspektywy – z perspektywy gracza – lepiej byłoby, gdyby Codemasters posiedzieli nad jedną pozycją, dopracowując ją, zwiększając grywalność a także oferowane przez nią możliwości. Turniej drużyn ulicznych? Ja bym w to wszedł, a wy?

3D Snooker

Championship 3D Snooker jest trójwymiarowym symulatorem snookera, jest to chyba najlepszy tego typu symulator na C64. Stół widzimy z góry (w momencie przygotowywania białej bili do uderzenia), a w chwili samego uderzenia i przemieszczania się bil mamy widok stołu na wprost (efekt 3D), wszystko wygląda bardzo realistycznie, programiści osiągnęli swój cel. Zachowanie się bil i grywalność to bez wątpienia zalety tej wspaniałej gry.

Warto wspomnieć o zasadach jakie obowiązują w Snookerze, gdyż różnią się one znacznie od typowej gry w Bilarda. Jaką pierwszą musimy wbić bilę czerwoną (1 punkt), po wbiciu bili czerwonej, musimy wbić jedną z bil kolorowych i tak na przemian: czerwona – kolorowa – czerwona – kolorowa (pisząc kolorowa mam na myśli bile o kolorze innym niż czerwona). Jeżeli na stole nie ma już bil czerwonych, wtedy musimy wbijać bile kolorowe według poniższej punktacji, rozpoczynając od bili żółtej.

Punktacja ta przedstawia się następująco: żółta bila – 2 punkty, zielona bila – 3 punkty, brązowa bila – 4 punkty, niebieska bila – 5 punktów, różowa bila – 6 punktów, czarna bila – 7 punktów.

Jeżeli przez przypadek w momencie, kiedy mamy trafić bilę czerwoną, trafimy w bilę np.: niebieską, następuje tzw. Foul Shot, a przeciwnikowi przyznaję się punktów 5 (tak jak przedstawia to punktacja powyżej). Przypadkowe wbicie (lub dotknięcie) bili białej, żółtej lub zielonej kosztuje nas 4 punkty. Również wbicie (lub dotknięcie) kuli czerwonej w momencie, kiedy mamy wbić kulę kolorową, kosztuje nas 4 punkty. Foul Shot możemy również popełnić, wtedy kiedy mamy trafiać w bilę np.: różową i tak też się stanie, ale dodatkowo wbijemy dowolną bilę z białą włącznie, kosztuje to nas 6 punktów. Nie trafienie w żadną bile, to strata 4 punktów. Wszystkie bile kolorowe, wbite po Foul Shot, zostają ponownie ustawione na stole. Uff, tyle wiedzy chyba wystarczy, żeby zagrać w Championship 3D Snooker J

Po wczytaniu gry, wciśnięcie klawisza F1 pozwala obejrzeć demo, natomiast wciśnięcie Fire powoduje przejście do menu głównego. W menu tym mamy do wyboru następujące opcje:

Snooker – 1 player – mamy 3 uderzenia na wbicie bili (przestrzegając powyższych zasad), jeżeli tego nie zrobimy lub popełnimy Foul Shot, tracimy 1 bile (mamy ich 5, jest to coś w rodzaju ‚pięciu żyć’).

Snooker – 2 player – możemy zmierzyć się z drugą osobą lub komputerem, wpisując jako imię np.: ‚Comput5’, gdzie cyfra oznacza poziom trudności komputera od 1 (najsłabszy) do 9 (najlepszy). Najpierw musimy wybrać do ilu zwycięstw chcemy grać tzw. Frames: 1 Frames – do 1 zwycięstwa (1 wygrana daje zwycięstwo), 3 Frames – do 2 zwycięstw (2 wygrane dają zwycięstwo), 5 Frames – do 3 zwycięstw (3 wygrane dają zwycięstwo) itd. 9-5, 17-9, 25-13, 35-18, 49-25, 75-38, 99-50.

Snooker – Tournament – gdzie do wyboru mamy Knockout (system pucharowy) przegrany odpada z turnieju lub League (gdzie każdy ma szansę zagrać z każdym). Liczba Frames-ów jest tu ustalona i nie możemy jej zmienić. 8 to maksymalna liczba osób, która może zagrać w turnieju.

Save Tournament – możemy zapisać nasz turniej, niestety nie można save-wować podczas gry, save-a można dopiero dokonać po zakończonym pojedynku, kiedy na ekranie wyświetlana jest tabela, w tym momencie naciskamy klawisz znaku zapytania (?), ponownie wchodzimy do menu (klawiszem Fire) i wybieramy opcję Save.

Load Tournament – możemy wczytać poprzednio przez nas zapisany Save.

Zaczynamy grę J Jeżeli rozpoczynamy pojedynek, musimy najpierw ustawić białą bilę (w obrębie półkola), potwierdzamy klawiszem Fire, następnie wskazujemy kierunek (celownikeim) gdzie chcemy uderzyć białą bilą, wciskamy klawisz Fire im dłużej go przytrzymamy, tym siła uderzenia będzie większa. Mamy teraz widok stołu 3D, wciskamy Fire i możemy obserwować nasze uderzenie. Wciśnięcie klawisza Q powoduje zakończenie pojedynku, a wynik, który uzyskaliśmy podczas gry staje się wynikiem końcowym. Klawisz V pozwala na odwrócenie stołu (góra – dół).

Życzę miłej zabawy i zaciętej walki 🙂

3D Pool

Tak się zastanawiam co można by napisać na temat tej gry i dochodzę do wniosku, że chyba niewiele. Jest to klasyczna gra sportowa, która tak samo jak w rzeczywistości polega na pakowaniu bil do dziur :). Na C64 wyszło wiele takich gier, a między innymi właśnie 3D POOL. Muszę się jednak przyznać, iż moim zdaniem te inne są znacznie lepsze niż ta wspomniana powyżej :), a to przede wszystkim, dlatego, iż oferują kilka rodzajów rozgrywek bilardu, a 3D POOL tylko jedną: najpierw bile czerwone, potem te „czerwone brudne” 🙂 i na końcu czarna. No i jeszcze jeden mankament: grafika jest żałosna, nic nie widać, bile są paskudne, zlewają się ze sobą i w ogóle wszystko chodzi strasznie ślamazarnie. Dźwięku teoretycznie nie ma, więc nie będę się na ten temat rozpisywał. W grze mamy dostępnych kilka opcji: multiplayer, ćwiczenie „trick shotów” oraz turniej, który odbywa się systemem pucharowym (zupełnie tak jak w piłce nożnej :)).

To chyba wszystko, co mogę o tej grze napisać, gdyż muszę się przyznać, że jakoś nie bardzo mnie zafascynowała. Jeśli jednak jesteście fanami sportu, jakim jest bilard to możecie spróbować w nią trochę potłuc. Informuję również, iż ocena, jaką wystawiłem tej grze (tak jak z resztą innym recenzowanym przeze mnie gierkom 🙂 jest po części subiektywna i niekoniecznie trzeba się nią sugerować :).

1943

Kontynuacja bardzo dobrej gierki, jaką niewątpliwie jest, opisywana z resztą kiedyś przeze mnie, 1942. Szczerze mówiąc 1943 to pierwsza i ostatnia dobra gra bazująca na 1942. Powstało wiele innych (1944, 1948, … ), ale nie są one nawet w połowie tak dobre jak te dwie wspomniane powyżej.

1943 nie wiele się różni od swej poprzedniczki. Nadal latamy (tyle, że rok później :)), strzelamy, lądujemy na lotniskowcu, itd. Nadal też mamy trzy życia i trzy beczki, z taką tylko różnicą, że gdy stracimy jedno życie mamy znów komplet akrobacji  ratunkowych :). Poprawiono trochę grafikę (nasz samolot już jakoś normalniej wygląda) oraz utrudniono nam ciut życie, poprzez zwiększenie ilości nadlatujących wrogich maszyn (jakoś więcej strzelają, ale nadal po cichu :)). Poza tym wykonują jakieś przedziwne akrobacje i naprawdę czasami ciężko jest uniknąć ognia ich działek. Utrudniono też zdobywanie bonusów (POW), gdyż samoloty, które je posiadają są chyba sterowane przez pilotów kamikadze, w dodatku nawalonych, ale nic to :).

W 1943 zmniejszyła się również ilość typów wrogich maszyn (niestety nie ma już samolotów – owadów :), a i tych większych jakoś niewiele). W 1942 było tego jakoś więcej, a tu mamy tylko czarne i białe samolociki 🙂

Generalnie ta gierka jest krokiem na przód, jeśli patrzeć na jej poprzedniczkę. Generalnie chodzi o to samo, ale jeśli ktoś już tyle grał w 1942, że zna ją na pamięć, z pewnością chętnie pogra w 1943.


1942

Jest to gra typowo zręcznościowa. Akcja dzieje się w roku 1942, ale sama gra nie ma zbyt wiele wspólnego z bitwami powietrznymi, które wtedy miały miejsce. Jej celem jest po prostu zniszczenie jak największej liczby wrogich samolotów i oczywiście uniknięcie śmierci.

Gra posiada 6 kampanii, a każda z nich to 4 plansze. Wszystkie plansze rozpoczynamy startem z lotniskowca, a kończymy lądowaniem na nim. Samolot nasz jest widoczny od góry. Pierwszą kampanią jest bitwa o wyspę Midway. Jak już mówiłem gra ma niewiele wspólnego z historią, tejże bitwy także. Musimy tylko zestrzeliwać kolejne samoloty przeciwnika i oczywiście samemu uważać, by nie zostać trafionym. Mamy do dyspozycji 3 życia i 3 beczki. Dzięki tym ostatnim możemy w trudniejszych sytuacjach bez problemu przenieść się w bezpieczne miejsce ekranu. Rodzajów samolotów jest wiele. Niektóre po prostu lecą i zawracają na drugim brzegu ekranu, niektóre krążą, a jeszcze inne są sterowane przez słynnych japońskich pilotów kamikadze. Jedno je łączy: wszystkie strzelają. Generalnie są dwa typy wrogich maszyn: większe i mniejsze :). Te pierwsze muszą dostać kilka, bądź kilkanaście razy, aby zostały zniszczone, a drugie wybuchają już po pierwszym trafieniu. Niektóre samoloty po zestrzeleniu pozostawiają nam pewien bonus, którym może być np. zwiększenie siły ognia naszych działek, przyłączenie do naszej maszyny dwóch pomocniczych samolotów, bądź po prostu dodatkowe punkty. 

Gra nie grzeszy grafiką, ale wszystko wyraźnie widać. Pod nami ukazują się dziwnie zielonej wysepki (jedna podobna do drugiej), a poza tym to sama woda. Nasz samolot też jest dość dziwny, ale w porównaniu do niektórych wrogich „samolotów”, które momentami przypominają wściekłe owady, nie jest to aż takie straszne.

Dźwięk jest naprawdę niczego sobie. Cały czas towarzyszy nam melodia zagrzewająca do walki (to chyba jest jakiś znany motyw, ale nie mam pojęcia jaki :)) i oczywiście wrzask pocisków wystrzeliwanych z naszych działek (przeciwnicy strzelają po cichu:)) oraz wybuchy i odgłosy spadających samolotów.

1942 nie jest z pozoru grą prostą. Już po zakończeniu drugiej kampanii jest bardzo trudno utrzymać się przy życiu. Nie oznacza to jednak, że gra musi koniecznie wciągać, gdyż po kilku godzinach grania znamy plansze na pamięć i wiemy skąd i ile samolotów zaraz nadleci. Nie jest to jednak tak do końca złe, gdyż okazuję się to być dobrym sposobem na przejście gry.