Sceny: Commodore 64 vs PC

Chciałem napisać teraz parę słów o różnicach między sceną C64, a sceną PC; nie będę tutaj jednak wspominał o muzyce czy grafice, bo porównywać możliwości obu komputerów, to nie jest zbyt uczciwy temat. Jednak na C64, jak i na PC, w Polsce jest scena, i, patrząc okiem bystrego obserwatora, można zauważyć pewne podobieństwa.

Pierwsze podobieństwo dotyczy grafików. Na obu scenach, w chartsach, dominuje jeden grafik (PC-Lazur, C64-dawniej Cruise, teraz chyba Valsary). Obaj mają nadal niepodważalną, pierwszą pozycję i obaj wydali już z powodzeniem kilka kolekcji graficznych.

Następne podobieństwo dotyczy grup. Na PC, jak i na C64 jest dosłownie kilka grup, które w danym czasie są aktywne. PC: Pulse, Poison, Exmortis, Norferin; C64: Fraction, Arise, Samar, Exon, teraz Elysium i koniec. Reszta ludzi (a wiemy, że scena PC jest bardzo liczna) zajmuje się niczym lub graniem.

Tutaj muszę powiedzieć wszystkim spanikowanym komodorowcom, ogarniętych manią „upadania C64”, że to wszystko, co wygłaszają, że koma upada, że nikt już nic nie robi, to wszystko wmawiacie sobie panowie dlatego, by usprawiedliwić swoje nieróbstwo – swoją lamerską stronę twarzy.

Dla przykładu: na Amidze, w obecnej chwili, też ok.5 grup jest aktywnych: Appendix, Venus, Art, Floppy, Anadune i Nah-Color, to wszystko. Tak było i tak będzie zawsze; odejdzie Albion, znajdzie się ktoś inny na to miejsce.

Znaczy, jak będziecie tak szerzyć swoje pogłoski, to na pewno zniechęcicie mnóstwo osób. Koma swój power ma, a jaki, to się przekonałem, kiedy sprzedałem Amigę i kupiłem sobie komę. Teraz mam również i grzyba (PC-ta). I co? Mnóstwo osób pyta się, dlaczego nie sprzedałem komodorka. A wy? Jakbyście tylko dostali w swoje łapy peceta, to wypięlibyście tyłek na komara. A że nie chce się wam nim robić, to rozgłaszajcie, że tojuż koniec, że nic się nie da zrobić, że to tylko kwestia czasu. Ja w tym miejscu mówię: NIE! Dowodem tego jest fakt, że czytacie sobie artykulik, który powstał 18.11.1997 (A ja [Luc], przepisuję go 28.12.1999!), to tak szybko, jakbyście chcieli, nie zginie.

(…) Pomiędzy wszystkimi scenami jest wiele różnic, jednak jest coś, co je łączy – to ludzie. I naprawdę mówię wam – pod tym względem jest, jak na razie, dobrze. Chłopaki z Fatum, Samar, Arise lubią się bawić i o to właśnie chodzi. Jest trochę lamerstwa i fuckanie, ale to też jest wszędzie.

I wiem tyle: dopóki ludzie będą organizować party – choćby takie jak Pleszew (Luc:NORTH!!!) – o ile będę miał czas i fundusze – przyjadę. To tyle, co dziś miałem do napisania…

WARTO WIEDZIEĆ: Przepisując ten artykuł, zmieniłem kilka szczegółów (chodzi o aktywne grupy). Tekst powstał w 1997 roku, ale jest do dziś aktualny.

To już XXI wiek. A co ze sceną Commodore 64?

Jak powszechnie wiadomo, scena komputera Commodore „żyje” w dużym stopniu dzięki tak zwanej emu-scenie. W czasach, gdy większość ludzi jest właściwie zmuszona do przesiadki na PC-ty oraz brak czasu – scenowanie poprzez emulator jest jedynym możliwym rozwiązaniem.

Od dłuższego czasu też obserwować można (w zachwytem i podziwem) zjawisko powracania na scenę wielu znakomitych członków, wręcz legend. Osoby te wcześniej były zmuszone opuścić środowisko C64 z wielu rożnych powodów, a teraz dzięki Internetowi nadarza się okazja, aby powrócić do dawnych wspomnień, przyjaciół i wydawania wspólnie stuffu komodorowskiego.

Czy jednak z czasem i to zjawisko nie minie? Czy po „boomie” powrotów nie nastąpi całkowity koniec sceny legendarnego już Commodore 64? Do tej dyskusji zaprosiłem kilka znanych osób Sceny Commodore 64. Przedstawią tutaj swoje opinie. A więc: przez co i gdzie zmierza scena? Czy to szansa dla C64? A może Internet to tylko pozornie pozytywne zjawisko?

 

Scenowanie z emulatorem?

HORNET/AGONY: Nie wiem, czy korzystanie z dobrodziejstw tych setek megaherzów do przeliczania/kalkulowania/pakowania/krunczowania traktować jako rozwinięcie techniki koderskiej czy jako największe zło, zamach na świątynię. Chociaż z drugiej strony – grafikowi czy muzykowi raczej emulator się nie przyda – oczywiście nie myślę o konwersji z PC, tylko używania emulatora do np. rysowania pod Art Studio, to raczej zakrawa na makabrę!

SUDi/MORNING: Powiem krótko: powstanie wszelkiej maści emulatorów i użytków, które pozwalają na rysowanie grafik komodorowskich na PeCecie (a nawet sprajtów!), ba, na programowanie w asemblerze 6502, a następnie na konwersję i przerzucenie gotowego „produktu” kabelkiem na Komcia bądź tylko jako plik – obraz pod emule i wrzucenie na ftp’a, po prostu ZABIJA samego C64 i scenę. Tak, wiem – ułatwia tworzenie nowych rzeczy na Komiego, ale czy to ma sens? Czy to jest właśnie to prawdziwe, hardkorowe scenowanie? Szczerze wątpię. I tu według mnie znajduje się przysłowiowy gwóźdź do trumny z napisem „C64”.

LUC: Emulatory pośrednio zabijają oryginalnego C64. To „dzięki nim” nie włączymy już starego, zakurzonego komcia, tylko przy okazji pracy na PC uruchomimy sobie mały programik nazywany CCS64 czy VICE i tam sprawdzamy nowy stuff, gramy w ulubione stare gry. Ale to nie jest ta sama radość, co dawniej przy starym, zielonoczarnym monitorze, gdzie samym pięknem była prostota. Emulator widzi całość w „okienkach”…

NAMELESS/EXCESS: Scenowanie na C64 poprzez emulatory nie jest moim zdaniem jakimś zjawiskiem negatywnym, wręcz przeciwnie. Ludzie scenujący na emulatorach to najczęściej dawni posiadacze sprzętu firmy Commodore, którego pozbyli się z takich a nie innych powodów kilka, hmmm, kilkanaście lat temu. Sam używam emulatora do oglądania dem, magazynów, starych gier – z prostych powodów: brak miejsca (PC) i brak monitora. Zabawa w C64 w moich warunkach na 21″ telewizorze to pomyłka. Wracając do emulacji, nie można zapomnieć o SidPlayerze, dzięki któremu możemy odsłuchiwać naprawdę fantastyczne muzyczki, jakie powstały na ten wspaniały komputer.

 

Lista dyskusyjna Elysium – dobra rzecz?

LUC: Lista dyskusyjna grupy Elysium to świetna rzecz. Tu toczą się najważniejsze scenowe (i nie tylko) dyskusje. Tu można zasięgnąć po radę bardziej doświadczonej osoby. Jakiś czas temu jednak coś się zaczęło psuć… Nie mówi się o C64, nie mówi się nawet o powiązanych z C64 tematach, ale rozpoczynają się rozmowy nie interesujące większą część ludzi zapisanych na listę. Codziennie odbieram 30-50 postów, z których czytam średnio 2-5. Szkoda, bo tym samym lista traci swoje pierwotne przesłanie. Czy coś się zmieni? Zobaczymy.

HORNET/AGONY: Absolutnie nie popadam w zwątpienie, czy lista ESM straciła na znaczeniu – nic z tych rzeczy! Szczerze powiem, właśnie ta lista skłoniła mnie, aby po kilku latach przyjrzeć się znowu scenie… C64 jako takiemu nie musiałem się przyglądać, gdyż jest to maszyna w miarę dużo przeze mnie używana – o dziwo! Tak czy siak, dzięki Creshowi, trafiłem na listę i nie żałuję. Ostatnie dymy na liście raczej traktuję jak zwykłe konflikty w zwykłym skupisku ludzkim, nie ma mowy, aby w jakiś sposób miało mnie to odstraszyć. A odnośnie rzekomo nowo powstających list, to szczerze powiem, że nie wiem, czy próbowałbym zapisać się na taką listę (chyba, że będą w końcu te linki do gołych bab…), ESM mi pasuje, jakoś nie odczułem, że ktoś mi założył knebel, mam od czasu do czasu małe scysje, ale na tyle drobne, że można spokojnie o nich zapomnieć. Ogólnie mówiąc, lista w obecnej postaci w zupełności mi wystarcza…

ASL/NIPSON: Czy lista mailingowa pomaga, czy przeszkadza scenie? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że pomaga ludziom w kontaktach między sobą. Wiem też, że zdecydowanie mniej pracy wymaga wysłanie maila na listę, niż stworzenie graficzki, muzyczki lub efektu…

NAMELESS/EXCESS: Zwątpienie, czy lista Elysium spełnia swoje zadanie? Szczerze mówiąc, ja nie wątpię – ja wiem – spełnia. Skupia dość sporo osób zainteresowanych sceną C64. Gdyby jej nie było (była by pewnie inna lista), ale to, co mamy uważam za bardzo dobre rozwiązanie.

 

Czy Internet to dobre rozwiązanie?
Powroty ludzi na scenę dzięki Netowi

SUDi/MORNING: Po pierwsze wady. Niestety, wejście ogólnoświatowej sieci do naszych domów spowodowało zanik jednej z dziedziny sceny – swapowania. To pociągnęło za sobą upadek cover-sceny, która dzisiaj jako taka nie ma sensu. Oczywiście cały czas istnieją prawdziwi megaswaperzy i coverzyści, ale to zaledwie kropla w porównaniu z ubiegłymi latami. To byłyby główne wady Internetu. Zaletą jest na pewno lepszy i szybszy kontakt między scenowiczami, który uwidacznia się powstawaniem list dyskusyjnych, stron o C64 i spotkaniami na IRC’u. Zdarzają się przypadki powrotu dawnych scenowiczów, którzy kiedyś odeszli, a obecnie dzięki Internetowi postanawiają spowrotem zacieśnić więzy z istniejącą sceną. Tak, dobrze, że zdarzają się nawet powroty legend, tylko że dzieje się tak od kilku lat, a niestety skutków jakiejkolwiek poprawy stanu sceny nie widać. Internet również nie pomógł „uleczyć” sceny C64 tak, jak niektórzy pokładali w tym nadzieję. Ani listy dyskusyjne nie spełniają żadnego zadania (jeżeli chodzi o zmianę sytuacji na scenie), ani Internet nie przedłuży żywotu sceny, a jeśli przedłuży, to bardzo niewiele. Ja nie szukałbym przyczyn upadku c64sceny w Internecie, ale w pojawieniu się nowoczesniejszych, szybszych i łatwiejszych w obsłudze komputerów, niż nasz Komodor. Wraz z pojawieniem się komputerów klasy PC, nastąpiło przyspieszenie odchodzenia ludzi ze sceny na właśnie tą platformę.

HORNET/AGONY: Nie będę się wypowiadał na temat powrotu legend, bo nie wiem, która z nich zaliczyła come-back w przeciągu np. ostatnich dwóch lat. Kiedyś Bonzai obiecywał powrót – jest? A Censor Design? Buuu….

NAMELESS/EXCESS: Powrót legend? W dobie internetu powrót legend jest jak najbardziej uzasadniony, choć większość z nich podejrzewam traktuje to jako świetną zabawę. Można przecież odświeżyć znajomości, które rozmyły się na przestrzeni lat, zawrzeć nowe, pomoc młodszym scenowiczom itd. itp. Sam pamiętam (nie mylić mnie tu z żadną legendą) pierwsze, co wpisałem na zajęciach w przeglądarce to c64. To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wkrótce kupiłem modem, potem C64 + stację, to wszystko plus dodatki mam do dziś.

 

Przyszłość Sceny Commodore 64
Czy przybędzie nowych ludzi?

NAMELESS/EXCESS: Przyszłość sceny C64? Scena będzie istnieć dopóki ktokolwiek będzie chciał odpalić prawdziwego C64 lub emulator na innej platformie.

SUDi/MORNING: Przyszłość sceny komputera C64 nie jest, niestety, optymistyczna. Od kilku lat jest bardzo mocno zauważalny proces upadku sceny, spowodowany głównie brakiem napływu nowych ludzi. Nie będę rozpisywał się, jakie są tego powody, których jest bardzo wiele, to każdy wie, krótko można tylko powiedzieć: rozwój techniki doprowadził do śmierci naturalnej Komodora64 na rynku komputerowym. Ale wracając do tematu przyszłości samej sceny, to najbliższe lata nie wróżą żadnych zmian. Odchodzą kolejni scenowicze, których miejsce nie zostaje zajęte przez newcomerów. Obecnie scena to zaledwie kilka grup, które nawet nie można nazwać w połowie tak aktywne, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Objawia się to wydawaniem zaledwie dwóch, trzech numerów diskmagów na rok, zaś nowe demka ukazują się tylko na party’iesach. Scena krakerska nie istnieje i już na pewno nigdy nie wróci do swojej dawnej potęgi (w końcu scena zaczęła się właśnie od kraków), ba, nigdy nawet już nie zostanie reaktywowana (chyba nie trzeba mówić, dlaczego – brak gier).

HORNET/AGONY: Odnośnie przyszłości sceny… Szczerze powiem, że powiało lekkim optymizmem – nie, nie! Nie jestem niepoprawnym optymistą, dobrze wiem, że nikt nowy nie przyjdzie, większość członków tej dziwnej społeczności ma już swoje mocno rozbudowane życie prywatne, a przecież wiadomo, że najlepiej scenowało się mając -naście lat.. Tak czy siak, widząc oczywiste ograniczenia, stwierdziłem z zaskoczeniem (miłym), że coś się jednak ciągle dzieje. Właśnie dzięki liście dowiedziałem się, że w ogóle coś wychodzi, moje wcześniejsze wizyty na ircu były raczej czysto wspominkowe, dyskusje na kanale były różne i różniste – ogólnie mówiąc, myślałem, że jest to po prostu kanał wspominkowy dla dziadków, a w sumie dzięki Creshowi zmieniły mi się nieco horyzonty… Nawet pomyślałem sobie, że może nie będzie aż tak trudno powrócić do starych przyzwyczajeń. Oczywiście – problemem jest zawsze czas, wszyscy jesteśmy już starzy – jak na standardy scenowe!

 

Przed podsumowaniem…

ASL/NIPSON: Zacznijmy od stwierdzenia, że scena umarła i scena żyje jednocześnie. Paradoks? Niezupełnie. Nie tak dawno wypowiadałem się w magazynie Millenium nt. sceny i rzuciłem parę słów o odchodzeniu starych scenowiczów i pojawianiu się nowych twarzy. Chodzi dokładnie o uczucie pewnego osamotnienia towarzyszące każdemu tracącemu stare kontakty scenowiczowi. Jeśli ktoś „wyrósł” na demach Charged, Fatum, czy Taboo i słyszy o rozpadzie tych grup, to nic dziwnego, że uważa scenę za zjawisko powoli umierające. Dorzućmy do tego stwierdzenia różnych „znawców” oceniających wysiłki nowych scenowiczów za mierne, nie wnoszące nic nowego do świata sceny, wszechobecną krytykę i porównywanie produkcji początkujących grup do topowych produkcji polskich i zagranicznych. Nie dziwi zatem fakt, iż zdecydowana większość wybiera „bezpieczne scenowanie” w sieci, niż „ryzykowną produktywność”. A jest niemało nowych scenowiczów! Jednak taki osamotniony weteran ich nie zauważa. Bo niby co „nieopierzone małolaty” mogą wiedzieć o „prawdziwym scenowaniu”. Mają prawo poczytać o partyzynckich wyczynach „elity” w „jedynie słusznych” magazynach, bez wazelinki powłazić im w tylną część ciała na liście dyskusyjnej, ale niech lepiej nie próbują tego sami, bo i tak niewiele wiedzą i raczej nie dorównają wszechwiedzącym Guru polskiej sceny C64. Pomińmy tu „wyczyny” niektórych newcomerów usiłujących nieco „noisy” wskoczyć do polskiej czołówki i weźmy za przykład wczorajszych „lamerów”, nadrabiających brak wiedzy i doświadczenia zapałem i ciężką pracą. Taki zapaleniec nie spotka się ze zrozumieniem (bo choć każdy kiedyś zaczynał, a i niektórzy „czołowi” scenowicze nie mają w dorobku wiele więcej ponad długi staż na scenie), natomiast na dzień dobry zostanie „stratowany” kopytami cierpkich uwag i komentarzy. Równajmy w górę, ale nie podcinajmy ludziom skrzydeł! Niech różni surowi komentatorzy wezmą sobie do serca fakt, że chociaż chwilowo mogą zdusić „zielonych” scenowiczów, to czas działa na ich niekorzyść. Nowych będzie przybywało, a starych ubywało. Mogą ich wyśmiewać dzisiaj, ale kto się z kogo będzie śmiał za parę latek, kiedy nowe procedury i nowe pomysły przełamią obowiązujące standardy i aktywna scena wyśmieje „eliciarskie” produkcje pełne „przestarzałych” trybów graficznych i oldschoolowych efektów. Jak wtedy będą wyglądali obecni „wszechwiedzący”? Kto będzie ze sceny, a kto z podsceny?

Skąd pewność, że to nastąpi? Prawo historii – coś musi umrzeć, by coś mogło się narodzić. Przejrzyjcie zachodnie magazyny z końca lat osiemdziesiątych: „scena umiera”, „brak nowych, twórczych ludzi”. Czy nie przypomina to jęków współczesnych malkontentów? Podobne opinie słyszałem w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy wypełniane wektory były szczytem umiejętności koderskich, a i tak większość programistów potrafiła je wyskrobać. Co ciekawe podobne okresy przechodziły sceny na Amidze i na pc. Charakterystyczną cechą wszystkich „okresów przejściowych” jest popadanie ze skrajności w skrajność. Gwałtowny wysyp dobrych produkcji to najczęściej zapowiedź okresu stagnacji, natomiast prawie całkowity zanik dobrego stuffu, to prognoza „tłustego” okresu dla zbieraczy i oglądaczy.

Myślę, że teraz jest podobnie. Scena ewoluuje. Następuje jakieś przeobrażenie, które nie wiadomo czym się zakończy. Czy net i emulatory? Być może, chociaż jeszcze nie teraz. Jeszcze ze 2-3 latka minimalnie. A co wkrótce? To zagadka, na którą odpowie nam samo życie.

 

Zakończenie

BIMBER/ARISE: Przyszłości sceny nie widzę w różowych barwach. Spodziewam się szarzyzny i równi jeszcze bardziej pochyłej niż obecnie. Marazm trwa od dawna i nic nie jest w stanie tego faktu zmienić. Ludzie mają coraz mniej czasu, każdy jest zajęty swoimi codziennymi sprawami, brak konkurencji nie sprzyja mobilizacji. Internet i emulatory to świetna sprawa, dają duży komfort i wygodę, ułatwiają kontakt, ale nie spodziewajmy się, że zapewnią nagły zryw komodorowców, masowe comebacki czy dopływ świeżej krwi. Myślę, że spotkają nas jeszcze jakieś pozytywne zaskoczenia, ale to już będą tylko ostatnie podrygi. Wszystko co dobre kiedyś się kończy.

SUDi/MORNING: Podsumowujac, obecnie jedynym „małym antidotum” jest zachęcenie nowych ludzi do wstępowania na scenę. Ale jako że dzisiaj nie mamy roku powiedzmy 1990 czyli C64 to już nie mocny komputer, którego posiadanie było prestiżem, a zostanie np. koderem mogło przynieść nawet jakieś korzyści finansowe (pisanie gier), więc potrzebny jest jakiś kompromis dla newcomerów, którzy na pewno „nie podniecą się” 16 kolorami i rodzielczością 320×200 na początku XXI wieku. Tym kompromisem może być nie tyle potrzeba zdobycia „profesji” na scenie, co po prostu wstąpienie do np. fan-clubu C64 i zachęcanie do wyjazdu na wspólne mitingi, gdzie nowi mogą poznać ludzi ze sceny i dobrze się bawić, a jednocześnie „poczuć” urok Komodorka.

A tak w ogóle, to scena przetrwa jeszcze trochę, ale głównie jako „miejsce” do spotkań wielu ludzi i wspomnienia tych starych dobrych lat na scenie. A czyż nie jest to właśnie ten główny cel, ta główna idea, dla której ludzie, których łączyło wspólne zainteresowanie, stworzyli subkulturę zwaną Scena C64?

* * *

LUC: Myślę, że po przeczytaniu tych wszystkich obszernych wypowiedzi jesteśmy mądrzejsi. Dyskusję zamykam, będąc świadomym że wiele przez to nie zmienię, ale warto o tym mówić. Scena to nasz świat, z nim się identyfikujemy. Należy zadbać, by życie w tym światku kręciło się cały czas…

 

W dyskusji udział wzięli: ASL/NIPSON, BIMBER/ARISE, HORNET/AGONY, LUC, NAMELESS/EXCESS, SUDI/MORNING.

Dziękuje wszystkim za opinie i czekam na nowe.

Cover Scena w Polsce

Nie bardzo lubię pisać artykułów, nie potrafię tworzyć ciekawych esejów, nie było to też nigdy moim zamiarem. Postaram się jednak przybliżyć w możliwie zjadliwej formie zarys Polskiej sceny. Mam nadzieje że kogoś to zainteresuje. W Polsce działało stosunkowo sporo grup skupiających coverzystów. Może jest to spowodowane powiedzeniem że gdzie dwóch Polaków tam trzy partie, ale akurat w tym przypadku jest to powód do zadowolenia.  Założycielem grupy Autority był Human. Był on chyba największym maniakiem coverów, w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Skupił w jednej grupie zdolnych, i aktywnych coverzystów. W latach 96-98 wydawał magazyn „Paper Art News” który miał duży wpływ na rozwój cover sceny. Pojawiały się w nim przeglądy prac, rankingi, w pewnym sensie wprowadzało to rodzaj rywalizacji ; motywowało. W każdym razie, w tym okresie miałem wrażenie że cover scena w Polsce ma się bardzo dobrze. Równolegle aktywne były inne cover grupy tj The Factory, Istari Design, Ufoki Design. W The Factory było kilku ale za to bardzo aktywnych  coverzystów, którzy stanowili konkurencje dla Authority, wydając miesięcznie kilkanaście ciekawych prac. Bardzo aktywny był Flash. Narysował całą masę coverów i vsheetów, które przy tym były świetne. W grupie działali również Cyclone B i Sundance. Rysowali w nowatorskim stylu, który ktoś kiedyś nazwał Brainstyle. Oprócz nich równie zdolni Bischop, Bedrich, Insert i Micro. W Autority natomiast działał Rinspeed, Cucumber, E.U.Geniusz, Mikee, Serio, Sniper, Stawros i, Odyn.  Nie trudno się domyślić że w tamtym czasie Polska cover scena obfitowała w ludzi rysujących na papierze. Nieco z boku ale wciąż aktywna funkcjonowała grupa I stari Design. Pod jej szyldem działał Nazgul, który poza kilkoma pracami na wysokim poziomie zorganizował również cover competition. W jego ślady poszedł później Cyclone B – organizator compo zatytułowanego „Inside my insane brain.  Niezależnie od w/w grup rysowało swe prace kilku naprawde zdolnych osobników. M.in. Argo i Kosa/Tridam, Pardon/Jabole, czy Rodney, Cactus, Pablo, Manitou, Dee Jay, Comanche, Informer itp… Trzeba przyznać że w latach 96-99 pojawiało się dużo coverów chociaż nie zawsze ilość szła w parze z jakością.

 

 

 

Spis prac zamieszczonych w tekście:
1. „For El Banditos” by Argo
2. „For Arise” by Rodney
3. „Logic Control” by Stone
4. „Nature” by Astaroth

 

Alg/Samar/Obsession (artykul był pierwotnie opublikowany w Uncover, 2003r).

Komodorowskie party

Wszyscy bardziej wtajemniczeni w świat Commodore’a 64 wiedzą, czym mogą się pochwalić. Wiedzą, że nikt w tym temacie im nie podskoczy. Tym mocnym argumentem są imprezy!

Party scenowe Niejaki „fenomen” komodorowskich party zawsze był znany w światku sceny komputerowej. Nigdzie indziej niespotykany klimat, sposób organizacji i sami ludzie – to cały klimat C64 i ludzi korzystających z niego!

W dzisiejszym życiu liczy się przede wszystkim jedno: komercja. Każdy chce na czymś zarobić, nawet i oszukać ludzi, ale zarobić. Nieważne jak, ważne ile. Ilekroć słychać o „imprezach” komputerowych, nie obejdzie się bez wspominania o firmach, extra-organizatorach, którzy są wielcy, bo nam to zorganizowali [a że wezmą za to kupę kasy to już inna sprawa i się nie liczy według ich]. Idzie człowiek na taką „imprezę” (specjalnie daję ten wyraz w cudzysłów), obchodzi wszystkie komputery, pogra wszędzie trochę, przyniesie do chaty 15 plakatów, 2 płyty z firmowymi [no bo jak inaczej] wygaszaczmi ekranu. I co ma z tego? Nic. Zero klimatu. Człowiek wszedł [zapłacił 30 złotych za wstęp] i wyszedł zmęczony duchotą i wszechobecną komercją.

Party scenowe Party dla scenowiczów komputera PC nie wygląda tak jak wyżej opisany przykład, ale powoli zbliża się do czegoś takiego. Według wielu osób na scenie-PC nie ma po prostu klimatu. W ogóle dla dużej liczby ludzi scena PC nie ma sensu ale to inna sprawa :->. Scena PC to ludzie grający w gierki. Tylko niewielka część sceny to naprawdę profesjonaliści, którzy wiedzą czym ma być scena i co mają na niej robić. Reszta to pseudo-scena.

Czym więc różni się C64, jego imprezy od całej „reszty świata”? Przede wszystkim doświadczenie! Scena komodorowska istnieje od kilkunastu lat! Mimo, iż obecna scena C64 znacząco różni się od tej „dawnej”, pozostał niemal niezmieniony klimat. Można to porównać do takiego przykładu: kupiliśmy nowe mieszkanie, wchodzimy a tu pusto, nudno. Trzeba tam wszystko kupić, stworzyć atmosferę rodzinną czy jaką tam chcecie, urządzić wszystko po swojemu. Tak właśnie jest z C64. Ten komputer już został „uporządkowany”, ma już swoje uznanie!

Party scenowe Co cechuje tak pozytywnie party komodorowskie? Na pierwszym miejscu jest to właśnie ten klimat. Scenowicz (lub nie) przyjeżdżający na party C64 może być pewien, że będzie się ono różniło od typowej imprezy komercyjnej. Komercyjna ona bowiem już nie jest (a jeśli jest to prawie nikt z C64 tam nie przyjeżdża). Scenowicze sami organizują sobie party, wynajmując hale/pomieszczenia w danym mieście. Wejściówki nie są zbyt wygórowane, ponieważ organizatorzy wcale na tym party nie zamierzają zarabiać. Panuje atmosfera „rodzinna”, a dokładniej można rzecz jak rodzinna libacja :), gdyż chyba tajemnicą nie jest (przynajmniej dla scenowiczów), iż na party jedzie się przede wszystkim po to, aby… zaprezentować swoje prace :)! Ale na drugim miejscu jest „dobra zabawa”, którą ponoć jest zabawa w „kto więcej w siebie wleje”. Chyba wiadomo czego?

Organizowane są specjalne „crazy-compo”, które polegają np. na wypiciu jak największej ilości cieczy nieznanego pochodzenia 🙂 lub walka „kogutów”. Na North Party zawsze jest też rozgrywany jakiś turniej (przeważnie piłkarski). Z tym, że ludzie po kilku kieliszkach trochę krzywo biegają po boisku ;-P

Co tu dużo gadać na zakończenie. Jeśli masz wybrać pomiędzy party PC a C64 – zdecydowanie jedź na imprezę komodorowską! Nie ma tam sztywniactwa, komercji i wszystkiego z tym związanego! Jest dobra zabawa, śmiech i satysfakcja ze spotkania znajomych!

Sceny: Commodore 64 vs Atari

Po przeczytaniu kilku artykułów na temat Atari trochę się uśmiałem, bo wiele osób nic o Atari i scenie na tym komputerze nie wie, a pisze wiele dziwnych rzeczy. Gdyby lepszą reklamę miał komputer Atari to byłby lepszy od komody, to istna bzdura. Nie wiem czy ktoś widział kiedyś jakąś nową grę na Atari, bo do gier do komodoy nie można ich porównywać. Obecnie na Atari robią gry jeśli chodzi o grafikę to na mono lub na kolor. Jednak grafika na Atari jest straszna i nie ma co porównywać jej z komodą. To fakt, że Atarowcy mają więcej trybów graficznych, ale i tak na C64 są lepsi graficy niż na Atarynce. Od ponad roku jestem na scenie atarowskiej w sekcji Samar’u, to trochę na tej scenie się znam. Wiele osób nie wie, że takie firmy komputerowe jak LK AVALON, MICROMAN czy chociaż MIRAGE zaczynały od gier na Atari. Dzięki tworzeniu się od początku 1993 roku dużego rynku gier, zaczęła się tworzyć potężna scena. Powstały wtedy na Atari takie gry jak: Miecze Valdgira 2, Władcy Ciemności, Syn Boga Wiatru, Raszyn 1809, Klątwa czy znany nam Hans Kloss. Wszystkie te gry są do dziś hitami na tym sprzęcie. Wróćmy jednak do właściwego tematu, bo chyba odbiegam od niego.

Czy gdyby Atari miało taką reklamę jak komodorek to C64 byłby zapomnianym komputerem? Po części tak, ale nie do końca. Wszystko zależy od kilku rzeczy. Po pierwsze: żeby komputer się rozwijał, musi zaistnieć dobry rynek oprogramowania, a taki komodorek miał. Nie wiem czemu, ale na Atari istniał też nawet dobry rynek oprogramowania, a mimo to przetrwała komoda. Po drugie: musi istnieć duże zainteresowanie danym komputerem (nie chodzi mi tutaj o gry). Kiedyś okres grania zakończy się na danym komputerze, zaczynasz się nim interesować i tak powoli zaczyna się scenowanie. Głównym powodem upadku Atari była kasa. Twórcom gier czy oprogramowania na Atari płacili mniej kasy niż na komodzie, więc ludzie szli za kasą, tak chyba było w przypadku jakiegoś znanego muzyka na komie, ale nie pamiętam dokładnie nazwiska. Kolejnym powodem, dlaczego Atari upadła to mały rozwój rynku przystawek do Atari i ich wysoka cena. Kiedy coś do Atari zostało zrobione to ciężko to było dostać. Jednak ciężko to mi rozstrzygnąć problem czy jakby Atari miało lepszą reklamę i rynek gier to komoda by nie była popularna tak jak dzisiaj.

Scena atarowska bardzo różni się od naszej sceny i jest kilka razy mniejsza. Jednak nie to nas różni. Ludzie działający na Atari są po prostu fanatykami tego sprzętu. 90% sceny ma w dużym stopniu rozbudowany komputer. Obecnie Atari bez rozszerzenia nie może się obejść. Można rozszerzyć ten komputer do jednego MB, ale mało osób ma coś takiego – za drogo wychodzi. Najczęściej ludzie rozbudowują swój komputer do 320 KB. Niektórzy mają podłączony do swojego komputera dysk twardy od grzyba (PC-ta). W każdej Atarynce oprócz rozszerzenia montuje się stereo, czyli drugi układ, coś jak drugiego SIDa, tylko że u nich jest POKEY. W niektórych Atarynkach widziałem widziałem podłączenie do POKEY’a komodorowskiego SIDa! Dla komodorowców Atari wyda się dziwnym komputerem, gdzie do szaleństwa może ich doprowadzić samo wczytywanie z dysku, a co dopiero słuchanie jak stacja wczytuje. Mimo, że stacje na tym sprzęcie nie posiadają IRQ-loaderów, to już na tym sprzęcie ten problem rozwiązano, ale to nie temat na ten artykuł. Produktywność na tej scenie ogranicza się do wydawania dem, ale tylko na party, rzadko wypuszczają demo nie na party. Tak to kodują dużo użytków, kolekcji graficznych, ostatnio dużo kolii skanów, muzycznych no i od czasu do czasu jakiś pojawi się magazyn. Od niedawna na tym sprzęcie ludzie wymyślają coraz to nowsze i lepsze tryby graficzne, ale według mnie mimo, że Atarka posiada 256 kolorów to nie jest graficznie lepsza od komody. Najczęściej ich obrazki są w odcieniach szarości, rzadko bywają tak kolorwe jak nasze obrazki. Może nie jestem obiektywny, bo bardziej przyzwyczaiłem się do komodorka i on mi jest bardziej bliższy niż Atarka. Dema na tym sprzęcie są o wiele lepsze niż na C64 – to trzeba przyznać. Niektóre dema na tym sprzęcie rzucają na kolana. Zobaczcie sobie dema grupy Shadows to wam szczena opadnie. Na tym komputerze trwa między grupami prawdziwa rywalizacja, nie tak jak na naszym sprzęcie.

Czy Atari jest lepsze od Koma? To trudno powiedzieć. Atari było pierwszym jak na tamte czasy komputerem, który zadomowił się w Polsce i na świecie, ale zbyt małe inwestowanie w ten sprzęt zaprzepaściło szanse na rozwój i sukces. Chyba to by było na tyle…

Sceny: Commodore 64 vs Amiga

Jako że miałem wcześniej Amigę, a właściwie byłem na scenie z Amigą około 3 lat tak więc mogę powiedzieć kilka zdać na ten ciekawy temat. Otóż scena amigowska różni się bardzo od scena na Komcia. Kolosalna różnica jest przede wszystkim w fakcie, że na Komcia wszystko, dosłownie i w przenośni, robi się o wiele trudniej.

Może zacznę od muzyki, ponieważ tym się najbardziej interesuję. Hmm… na Amidze jak chciałem napisać jakiś kawałek to siadałem do Protracker’a i już! Cały problem polegał na tym, by dobrze zsamplować potrzebne kawałki i to poskładać w odpowiedni sposób. A na Komie? Jest trochę inaczej. Jeżeli na Amidze muzycy są kompletnie zieloni, znaczy mogą być zieloni jeżeli chodzi o kod, tak na Komciu tego chyba nie da się uniknąć! Jak już zauważyłem tutaj operuje się bezpośrednio na komórkach SID’a… Poza tym komendy dostępne na Protrack’u a np. w DMC to kolosalna różnica. Na Amidze można z samplami robić dosłownie wszystko! Jak teraz patrzę na Protracker’a to sobie myślę, że to była bardzo duża przyjemność robić muzykę na takim profesjonalnym programie. Ja wcale nie uważam, że programy na Komciu są mniej dopracowane czy gorsze… jak na Komodę są OK, ale z punktu widzenia Amigowca są po prostu ubogie. Ale nie ma się czym martwić, bo trzeba powiedzieć, że na Amidze nikt nie zrobił dobrego syntetycznego kawałka. Oczywiście są ludzie, którzy samplują z Komcia a później przenoszą to na Amisię, ale tutaj z satysfakcją stwierdzam, że mimo usilnych prób, nikt jeszcze dobrego syntetyka nie napisał. Co prawda jest SidPlayer do odtwarzania zaków z Komcia i można sobie po przeniesieniu plików z formatu stacji 1541 na format 880 KB posłuchać Zyrona lub Tell’a ale to już nie to samo. OK. Tyle jeśli chodzi o muzykę.

Następna sprawa to kod. Tutaj stwierdzę, że jeżeli komcia da się jeszcze ogarnąć rozumem zwykłego człowieka, tak Amigi już nie. Niektórzy próbowali ale nie starczyło im czasu… Jeżeli chodzi o początkujących koderów to łatwiej zaczyna się na komodzie, trudniej na Amidze. Na komciu mnie więcej od razu łapiesz tryby graficzne, przerwania itp. a na Amisi to już zupełnie inna droga. Tam zaczynasz od koprocesora graficznego a napisanie programu na wyświetlenie obrazka to już coś! Może na tym skończę o kodowaniu, jako że nie jestem w tym zbyt dobry.

Teraz przejdę do grafiki i podsumuję ją też bardzo szybko. Grafika na Amidze jaka jest, każdy wie! Na komciu jednak tryb FLI wprowadził mnie w zdumienie. Jak widziałem obrazki, które narysował Nylu to w pierwszym momencie dałbym się nabrać, że oglądam screen’y z Amigi. Tak więc graficy nie mają zbytnio na co narzekać (no chyba tylko na miganie ekranu i niedogodności wynikające z software’u).

To teraz przejdziemy do tego, co tygrysy lubią najbardziej, czyli zwyczajów.
Pierwsza sprawa jaka się rzuca w oczy to taka, że na C64 każdy używa innego notera. Na Amisi jest to znacznie bardziej usystematyzowane, a mianowicie wszyscy korzystają z edytora tekstów, czyli Ced’a. Ktoś stwierdzi, że jest to bez sensu, bo nie ma muzyczki. Ha! I tutaj błąd. Amigowiec jak włącza komputer to najpierw wpycha do pamięci DiskMaster’a, później na drugim dysku działa sobie player (jeżeli nie chce odtwarzać muzyki na DM’ie) a na trzecim idzie mu CED. Tak jest mniej – więcej to ułożone. Multikasting to fajna rzecz, szkoda że nie ma tego na C64. Poza tym na Amisi przeważnie każda grupa ma swojego ASCI – maker’a. Jest to gościu który w edytorze tekstów szczela różne graficzki. Składa je z liter. Sam kiedyś się w to bawiłem :). Fajna sprawa. Niektóre magi już robią nawet chartsy z rubryką dla ASCI – makerów. Wydawane są ASCI kolekcje itp. Co jeszcze… ano na Amisi w dużej mierze o powodzeniu demek decyduje design. Jak zauważyłem na komciu on czasami bywa, ale nie ma większego wpływu na sukces. Tu nadal liczą się przede wszystkim efekty… W niektórych demkach np. Desert Dream/Kefrens czy jakimkolwiek demku Sanity to ludzie aż przesadzili z dopracowaniem, po prostu perfekcja! Wszystko tak jakbyś był w kinie: płynne przejścia między efektami, wszystko idealnie zgrane z muzyką, po prostu film! Chciałbym żeby ludzie na komciu podłapali ten temat.

Także bardziej korzystnie Amiga wypadła w temacie, który jest zawsze aktualny na Scenie, a mianowicie „friendship”. Tutaj moi Amigowi przyjaciele biją na łeb na szyję komodorowskich kumpli! Na Amidze listy szły czasami nawet po 40 KB. Aż się bałem, że na C64 może mi kiedyś pamięci braknąć na napisanie listu, a tu? No nic! Jak ktoś chce ze mną pisać naprawdę friendship listy to nie się zgłosi, 100% answer. Ale, ale, ale! Ja tu sobie gadu gadu, a mi przecież od każdego słowa redakcja złotówkę odpala :), więc nie ryzykuję… No to brniemy dalej w temacie Sceny.

To teraz może to co mi się tak podoba w komciu, że przeszedłem na niego, aż z Amigi. Otóż pierwszą sprawą jest tego typu, że na C64 nie musisz się martwić czy demko ci odpali, czy nie! Masz stację i wszystko musi chodzić. Zero wydatków na nowy sprzęt i takie tam różne. O! Dyski są tanie!!! Ale to już poza konkursem… Podoba mi się także zwyczaj którego nie ma na Amidze czyli cover’y. Nikt tam jeszcze nie wpadł na to, żeby zrobić ładne koperty na dyski. Chyba dlatego, że nikt ich nie potrzebuje. Za to dyski z korespondencji czasami kleiły się od rąk. Pomyśl sobie człowieku, jak każdy to wysyła jakiś dysk, musi się na nim podpisać markerem. Musi to zrobić tak, żeby rzucało się w oczy, żeby każdy wiedział że ten dysk był kiedyś u niego i że jest wieeelkim swaperem. Czasami jak patrzyłem na takie dyski to niedobrze mi się dobiło!

Taaak… Pomimo tych wszystkich zalet, którymi obdarowałem Amigowców nie musicie się przejmować jako że wszyscy, no prawie wszyscy, mają jedną wadę… są bardzo leniwi. Nawet te najaktywniejsze grupy jak coś wydadzą to jest święto. Tak już chyba zostanie na tej scenie… Natomiast na C64 wszyscy których znam coś robią i to tak solidnie, albo inaczej mówiąc traktują to serio. Tak jak myślałem wchodząc na tą scenę. Tu jeżeli ktoś jest to chyba naprawdę wie po co. Na Amidze jest naprawdę dużo gości, który mają po 3 kontakty i uważają się za wielkich swaperów i tacy właśnie najwięcej krzyczą. Ostatnio obiła mi się o uszy plotka, że w jednym magazynie gościu wypowiadał się na temat swapu. Był między innymi za wprowadzeniem tak jak w wojsku stopni. Ci którzy mają 10 ctx – lame swap, dalej początkujący swaper, starszy swaper, itd, itp. Czy to nie paranoja??? Taka jest amigowska scena w Polsce…

Obyczaje Sceny C64

Skoro czytasz ten artykuł, pewnie byłeś kiedyś na scenie komputerowej, bądź cały czas na niej przebywasz. Na scenie, tak jak w każdym małym światku, obowiązują pewne zasady i obyczaje. Zapewne znasz wiele z nich, skoro byłeś członkiem sceny. Przypomnijmy sobie je zatem.

W dobie emulatorów i Internetu większość z nich zanikła całkowicie. Szkoda, bo część to rytuały, których nie zapomnimy do końca naszego życia. Ten artykuł może być dla niektórych (szczególnie młodych ludzi, którzy nigdy nie mieli styku z Commodore 64, bądź nie uczestniczyli w życiu scenowym) odkryciem wielu tajemnic. Tak więc – poznajmy nieznane!

Być Swaperem

Swaper to osoba będąca na scenie, zajmująca się rozprowadzaniem stuffu swojej grupy, i nie tylko. Megaswaper to człowiek posiadający powyżej 100 kontaktów. Dobry swaper powinien mieć dużą liczbę znajomości, najlepiej z wartościowymi osobowościami sceny, co gwarantuje, że wydany produkt dotrze do wielu osób. Chyba nie trzeba nikomu uświadamiać, że najbardziej ceniony swaper to taki, który najszybciej odpisuje na listy. Tzw. fast-swap był wizytówką swapera.
Właściwie każdy początkujący scenowicz zaczynał od swapu. Sam pamiętam, gdy miałem kontakt z ponad 25 osobami, a było to w okolicach 1997 roku. Ci, którzy mieli ze mną kontakt – uważali mnie za najszybszego. W sumie nie mogłem zaprzeczyć, bo mało kto odpisywał na „senda” zawsze tego samego dnia. Nie mniej był to okres, gdy czasu naprawdę mi nie brakowało. Dzisiaj ze swapu praktycznie nie zostało u mnie nic…

Witaj Przyjacielu!

Intro Samaru Oprócz samego rozsyłania stuffu, swaper mógł być ceniony za swoje listy pisane najczęściej w edytorze komputerowym, tzw. noterze. O ile na scenie PC rozwinął się model notki „Im krócej – tym lepiej”, o tyle na Commodore 64 sytuacja była radykalnie inna. Kontaktujący się ze sobą ludzie mogli stworzyć prawdziwą przyjaźń listowną (stąd bardzo popularne hasło friendship rulez). List musiał być ciekawy, szczegółowy i o wszystkim. Jeśli był to wartościowy kontakt, listy czasami były bardzo długie. Sam przyznam, że nie pisałem nigdy notek dłuższych notek niż 10 stron w notemakrerze (średnio chyba 4 strony), ale słyszałem (i widziałem) osoby, które potrafiły napisać ciekawy list na całą pojemność notera (kilkadziesiąt stron ekranowych!). Godne podziwu i jednocześnie zachęcające do utrzymywania takiego kontaktu.

Innym obyczajem były bardzo często pisane i później rozpowszechniane tak zwane notki kontaktowe. Coś w rodzaju ogłoszenia, niekiedy w formie intra, małej demonstracji. Zachęcać ona miała do nawiązania kontaktu z daną osobą. Miała pokazać, że to właśnie Ty jesteś najlepszy, najmilszy itd. :). Notkę kontaktową możecie podglądać na obrazku obok.
Tak było dawniej, kiedy to czasu było jakoś więcej. Dziś nie wyobrażam sobie, by na napisanie listu przy komputerze poświęcić kilka godzin. A jednak tak było…

Gorzej było u tzw. mega-swaperów. U nich często popularne były „zbiorówki”, czyli ten sam tekst wysyłany do kilkudziesięciu osób, czasem z dołączoną małą karteczką z króciutkim listem. Cóż, należało to zrozumieć i uszanować ich czas.

A jak się ma poczta do mega-swaperów? Co z dziesiątkami paczek, które codziennie wypełniały skrzynkę pocztową adresata do pełna? Czasami nawet listy nie mieściły się do skrzynki! Stąd wielu swaperów zmuszonych było do ‚zainstalowania’ u siebie specjalnej, większej skrzynki. W Polsce chyba najbardziej znanym mega-swaperem był Sebaloz z grupy Lepsi Developments.

Zostań bankrutem

Klej Jak już jesteśmy przy poczcie, to nie można pominąć jednego z najważniejszych tematów z nią związanego, jakim z pewnością jest cheatowanie znaczków pocztowych. Cheatowanie, czyli najprościej mówiąc odzyskiwanie już postęplowanych znaczków różnymi metodami.

Dość wysokie ceny znaczków niejako nie dawały wyboru znakomitej większości scenowiczów: trzeba było oszukiwać pocztę. Jeśli ktoś nie chciał wydawać masy pieniędzy miesięcznie na znaczki (popularne ‚stampy’), należało nauczyć się cheatować (czitować?)…

Technik było (i jest) całkiem wiele. Metody na parę czy na taśmę to tylko niektóre z nich.
Najpopularniejszym sposobem na odzyskanie znaczka było namydlenie go gąbką i zmycie stempla. Aby oderwał się później od papieru (koperty), należało go jeszcze moczyć przez kilka minut w gorącej wodzie. Później schodził elegancko :). Gdy chcieliśmy użyć gotowy znaczek na paczkę, po naklejeniu najlepiej było wysmarować delikatnie znaczek klejem (aby później można było łatwiej zmyć stempel). Przez długi czas toczyły się dyskusje, jakiego kleju używać i gdzie go kupić (obowiązywała zasada: jak najmniej błyszczący). Inne znane sposoby polegały np. po naklejeniu znaczka obklejanie go dodatkowo przeźroczystą taśmą klejącą. Popularna metoda na odklejanie znaczka to również podłożenie go pod parę (odklejenie przez ciepło).

Jednak na nic zdawałyby się te wszystkie metody i czynności gdyby nie nasze kontakty. To nasi kumple scenowi mieli za zadanie odesłanie nam z powrotem zużytych znaczków w odpowiedzi. W tym celu pisało się na końcu notki hasło ‚stamps back‚ – i wszystko było już jasne.

Znaczki Oczywiście cały proceder to przestępstwo i jest karalne. Ten artykuł nie jest poradnikiem, a jedynie opisem faktu ;-). Na scenie wiele znanych było przypadków przyłapania przez pocztę scenowiczów na cheatowaniu. Z opowieści z magazynów dyskowych dowiadujemy się, że zostaje się wtedy np. zaprowadzonym do dyrektora w celach wyjaśnień :). Najlepiej wtedy udawać, że nie ma się o niczym zielonego pojęcia :), nie przyznawać się do niczyjej paczki, adresów, listów, ‚to pomyłka’ :). Po szczegóły zapraszam do przeglądania magazynów scenowych z lat 1991-1998.
Należy jeszcze wspomnieć, że przy stosowaniu wyżej wymienionych praktyk nie należy się dziwić, gdy paczki czasem nie docierają do adresata lub docierają zniszczone/za dopłatą.

Zabezpiecz się

Autografy Nasza kochana Poczta Polska niestety nie troszczy się najlepiej o przesyłki. Jeśli nie wyślemy listu jako polecony lub wartościowy, nie możemy być pewni odbioru w stanie idealnym. A ponieważ dyskietki 5,25″ do C64 są niezwykle miękkie i elastyczne, zmuszeni zostaliśmy do zastosowania kilku zabezpieczeń przed uszkodzeniami. Bez ochrony dysk często docierał pozginany lub wciśnięty ‚na chama’ do skrzynki. Pamiętam, gdy po otworzeniu owej skrzyneczki musiałem wyjmować dyskietkę zgiętą wpół. Niezbyt przyjemne uczucie…

Sposób na to był prosty: zabezpieczamy dyskietkę przez włożenie do paczki dodatkowo tekturowych opakowań. Oto wykształcił się następny zwyczaj. Każdy, kto miał w rękach owe tekturowe (czasem plastikowe) zabezpieczenie, podpisywał się na nim markerem, długopisem, czymkolwiek innym. Po kilkunastu ‚rundach’ krążenia po scenie tekturka była już tak ładnie zabazgrana, że nie było miejsca na kolejne wpisy. Fajne uczucie, gdy można trzymać w ręku kartkę z podpisami legend sceny. To jak autograf.

Miło będzie, jeśli coś dołączysz…

CoverSkoro już opisywana przeze mnie scena (a szczególnie swap) na C64 wyglądają tak różowo, to czemu by nie sprawić, by było jeszcze lepiej? I na to przyszła pora, choć może w formie innej, niż chciano. Maniacy C64, przesiadujący cały wolny czas 😉 przy swoim komputerku – musieli w końcu cały czas robić coś z nim związanego. Tak więc programowali, rysowali itd… Dyskietek do C64 (5,25″ cala) także to nie ominęło. A dokładnie opakowań na dyskietki. Takie szare, zwykłe… Zdolni papierowi graficy wzięli się do roboty i zaczęli robić własne opakowania. Wysyłane do kolegów – cieszyły się ogromnym uznaniem i jeszcze większą popularnością. Znane i lubiane były na tyle, że wytworzyła się nawet osobna część sceny C64 – cover-scena, o której możecie wiele poczytać na C64 Power. I tu natrafiliśmy na nowy zwyczaj – wysyłanie do siebie kowerków, vote-sheetów (czyli formularzy z różnych magazynów dyskowych na C64, rozpowszechnianych w celu tworzenia tzw. charts, czyli najlepszych ludzi na scenie) i innych gadżetów. Od roku 1997 niestety rozsyłanie vote-sheetów staje się nieopłacalne, gdyż znakomita część skserowanych formularzy nie wraca do HQ-ów magazynu, a chartsy bez odpowiedniej ilości głosów są mało wiarygodne. Czy takie coś jeszcze powróci? Obecnie w Internecie za pośrednictwem zwykłych emaili rozsyłane są prymitywne vote-sheety (.txt). Nie mniej ot taki email nie zachęca do wypełnienia wszystkich pól…

A będzie jeszcze inaczej…?

Przedstawiłem tutaj chyba większość z zarysu scenowych obyczajów, przyzwyczajeń i reguł, które przez lata wciąż ewoluują. Zmierzają niestety ku końcowi, gdyż znaczną część z nich można już tylko przedstawiać w formie „było„. Internet tak naprawdę zniszczył Commodore 64, zniszczył większość starszych komputerów. Można powiedzieć, że teraz są dwie sceny C64: ta złożona z ludzi działających tylko na oryginalnym C64 oraz wszyscy inni, korzystający z internetu, emulatorów i wielu pomocnych narzędzi. Ta pierwsza część coraz bardziej się skurcza, a gdy zniknie, nie pozostanie już nic…

Scena Commodore 64 w Internecie

Najlepsze czasy Commodore 64 ma już dawno za sobą. Niestety, czas mija na niekorzyść naszego kochanego komcia. Obecnie bardzo duża część sceny to tzw. emu-scena. Pełno ludzi nawet z przymusu kupuje PC-ta (przecież jest potrzebny np. do pracy), przez co kommodorek zostaje rzucony w kąt. Wtedy pozostaje już tylko emulator C64. I tak to się zaczyna…

Jednak odłożenie oryginalnego C64 w kąt to nie koniec scenowania! Wbrew pozorom, scenowanie C64 poprzez PC daje nawet więcej możliwości! W tym właśnie artykule postaram się przedstawić możliwości, jakie daje scenowanie na PC.

1. Pierwszą zaletą jest szybkość. Dzięki Internetowi możemy zaraz po wypuszczeniu produkcji na scenę, ściągnąć ją z danego miejsca. Daje to ogromne możliwości w swapie (czyli wymianie produkcji scenowych kumplom z C64, tym, z którymi swapuje się przez zwykłą pocztę). Prędkość zdobywania wszelkiego stuffu jest niepównywalnie większa. Niestety, przez to szybko wymiera tradycyjny mail-swap, gdyż praktycznie każdy może mieć już każdą produkcję w dniu wydania. I co się teraz stanie z tyloma dobrymi swaperami? Obecnie dobrych swaperów można policzyć na palcach jednej ręki. Kilka lat temu było ich kilkudziesięciu!

2. Istnieje wieli grup mailingowych, na których toczą się dyskusje głównie o tle scenowym, jednak nie obejdzie się bez tzw. [offtopic’ów], czyli tematów nie związanych ze sceną. W Polsce chyba jedyną poważną listą mailingową jest elysium.pl. Zapisanych jest tam całkiem sporo osób, głównie ze sceny C64. Można przeczytać wiele interesujących porad, dyskusji, które nierzadko udzielane są przez „legendy” sceny komodorowskiej. Aby zapisać się na tą listę, wystarczy wejść na stronę http://list.elysium.pl/mailman/listinfo/
c64scene
. Tam należy wpisać tylko swojego e-maila i hasło i już praktycznie można się w to bawić! A gdy jesteśmy już zapisani, e-maile należy wysyłać pod adres c64scene@list.elysium.pl. Warto zaznaczyć, iż po zapisaniu na listę będziemy musieli liczyć się z odbiorem około 15-40 listów dziennie! Ale polecam – nawet na próbę – zawsze można się wypisać.

3. Nie zapomniano też o rozmówkach na żywo, czyli chat’cie / irc. Istnieje kilka popularnych kanałów IRC, na których spotykają się osoby związane ze sceną lub w ogóle z Commodore 64. I tak jeśli ktoś chce pogadać sobie z polskimi scenowcami, polecam wejść na kanał #grubasy. Polecam jednak nasz własny kanał IRC, otwarty w październiku 2001 roku – #c64power. Nie zawsze jest tam ktoś do pogadania, ale są i godziny (przeważnie po 18), w których ten kanał naprawdę żyje! Jako webmaster tego serwisu, staram się być tam maksymalnie często. Wówczas możecie pogadać o samym Commodore 64, zadać każde pytanie dotyczące C64 lub serwisu C64 Power. Serdecznie zapraszam na #c64power!

Innym bardzo znanym kanałem jest, jak nietrudno się domyślić, #c-64. Tam gromadzi się właściwie cała rzesza sceny komodorowskiej. Ale uwaga! Tam spotkamy ludzi z wielu państw, rozmawiających głównie po angielsku (czasami niestety po niemiecku). Krąży plotka, że Polacy są tam niemile widziani… 🙁

4. Dzięki Internetowi możemy bardzo szybko ściągnąć dane demko czy cokolwiek innego. Możemy mieć ogromne archiwum użytków, dem, gier lub czegokolwiek innego w bardzo krótkim czasie! Dostęp do danych to jedna z większych zalet scenowania poprzez Sieć. Dodatkowo później dzięki kablowi X1541 możemy ściągnięty stuff szybko przerzucić na oryginalne dyskietki od C64!

Nie przeczę, że scenowanie tylko na emulatorze i tylko przez Internet (brak kontaktów tzw. snailowych, czyli zwykłą pocztą) nie jest pozbawione wad, bo nie jest. Główną wadą takiego sposobu scenowania jest koniec z jakże charakterystycznymi notkami (listami) na C64. Pisane na specjalnych edytorach, z grającą muzyczką w tle – to był klimat. Nigdy nie zapomnę, jak wspaniale pisało się tak długie na kilkanaście stron listy! A gdy jeszcze pod koniec Koma się zawiesiła to była ekstaza ;-). Żartuję oczywiście – notemakery na C64 to cudowna rzecz. W porównianiu do internetowych e-maili są nieporównywalnie lepsze!

Właściwie scenowanie na emulatorze pozbawione jest „duszy”, którą posiada chyba tylko oryginalny Commodore 64. Szkoda, że mamy coraz mniej czasu na tego prawdziwego, niezapomnianego przecież Komodorka

Co dalej ze sceną Commodore 64?

To juz XXI wiek.
A co ze sceną Commodore 64?

Jak powszechnie wiadomo, scena komputera Commodore „żyje” w dużym stopniu dzięki tak zwanej emu-scenie. W czasach, gdy większość ludzi jest właściwie zmuszona do przesiadki na PC-ty oraz brak czasu – scenowanie poprzez emulator jest jedynym możliwym rozwiązaniem.

Od dłuższego czasu też obserwować można (w zachwytem i podziwem) zjawisko powracania na scenę wielu znakomitych członków, wręcz legend. Osoby te wcześniej były zmuszone opuścić środowisko C64 z wielu rożnych powodów, a teraz dzięki Internetowi nadarza się okazja, aby powrócić do dawnych wspomnień, przyjaciół i wydawania wspólnie stuffu komodorowskiego.

Czy jednak z czasem i to zjawisko nie minie? Czy po „boomie” powrotów nie nastąpi całkowity koniec sceny legendarnego już Commodore 64? Do tej dyskusji zaprosiłem kilka znanych osób Sceny Commodore 64. Przedstawią tutaj swoje opinie. A więc: przez co i gdzie zmierza scena? Czy to szansa dla C64? A może Internet to tylko pozornie pozytywne zjawisko?

Scenowanie z emulatorem?

HORNET/AGONY:Nie wiem, czy korzystanie z dobrodziejstw tych setek megaherzów do przeliczania/kalkulowania/pakowania/krunczowania traktować jako rozwinięcie techniki koderskiej czy jako największe zło, zamach na świątynię. Chociaż z drugiej strony – grafikowi czy muzykowi raczej emulator się nie przyda – oczywiście nie myślę o konwersji z PC, tylko używania emulatora do np. rysowania pod Art Studio, to raczej zakrawa na makabrę!

SUDi/MORNING:Powiem krótko: powstanie wszelkiej maści emulatorów i użytków, które pozwalają na rysowanie grafik komodorowskich na PeCecie (a nawet sprajtów!), ba, na programowanie w asemblerze 6502, a następnie na konwersję i przerzucenie gotowego „produktu” kabelkiem na Komcia bądź tylko jako plik – obraz pod emule i wrzucenie na ftp’a, po prostu ZABIJA samego C64 i scenę. Tak, wiem – ułatwia tworzenie nowych rzeczy na Komiego, ale czy to ma sens? Czy to jest właśnie to prawdziwe, hardkorowe scenowanie? Szczerze wątpię. I tu według mnie znajduje się przysłowiowy gwóźdź do trumny z napisem „C64”.

LUC:Emulatory pośrednio zabijają oryginalnego C64. To „dzięki nim” nie włączymy już starego, zakurzonego komcia, tylko przy okazji pracy na PC uruchomimy sobie mały programik nazywany CCS64 czy VICE i tam sprawdzamy nowy stuff, gramy w ulubione stare gry. Ale to nie jest ta sama radość, co dawniej przy starym, zielonoczarnym monitorze, gdzie samym pięknem była prostota. Emulator widzi całość w „okienkach”…

NAMELESS/EXCESS:Scenowanie na C64 poprzez emulatory nie jest moim zdaniem jakimś zjawiskiem negatywnym, wręcz przeciwnie. Ludzie scenujący na emulatorach to najczęściej dawni posiadacze sprzętu firmy Commodore, którego pozbyli się z takich a nie innych powodów kilka, hmmm, kilkanaście lat temu. Sam używam emulatora do oglądania dem, magazynów, starych gier – z prostych powodów: brak miejsca (PC) i brak monitora. Zabawa w C64 w moich warunkach na 21″ telewizorze to pomyłka. Wracając do emulacji, nie można zapomnieć o SidPlayerze, dzięki któremu możemy odsłuchiwać naprawdę fantastyczne muzyczki, jakie powstały na ten wspaniały komputer.

Lista dyskusyjna Elysium – dobra rzecz?

LUC:Lista dyskusyjna grupy Elysium to świetna rzecz. Tu toczą się najważniejsze scenowe (i nie tylko) dyskusje. Tu można zasięgnąć po radę bardziej doświadczonej osoby. Jakiś czas temu jednak coś się zaczęło psuć… Nie mówi się o C64, nie mówi się nawet o powiązanych z C64 tematach, ale rozpoczynają się rozmowy nie interesujące większą część ludzi zapisanych na listę. Codziennie odbieram 30-50 postów, z których czytam średnio 2-5. Szkoda, bo tym samym lista traci swoje pierwotne przesłanie. Czy coś się zmieni? Zobaczymy.

HORNET/AGONY:Absolutnie nie popadam w zwątpienie, czy lista ESM straciła na znaczeniu – nic z tych rzeczy! Szczerze powiem, właśnie ta lista skłoniła mnie, aby po kilku latach przyjrzeć się znowu scenie… C64 jako takiemu nie musiałem się przyglądać, gdyż jest to maszyna w miarę dużo przeze mnie używana – o dziwo! Tak czy siak, dzięki Creshowi, trafiłem na listę i nie żałuję. Ostatnie dymy na liście raczej traktuję jak zwykłe konflikty w zwykłym skupisku ludzkim, nie ma mowy, aby w jakiś sposób miało mnie to odstraszyć. A odnośnie rzekomo nowo powstających list, to szczerze powiem, że nie wiem, czy próbowałbym zapisać się na taką listę (chyba, że będą w końcu te linki do gołych bab…), ESM mi pasuje, jakoś nie odczułem, że ktoś mi założył knebel, mam od czasu do czasu małe scysje, ale na tyle drobne, że można spokojnie o nich zapomnieć. Ogólnie mówiąc, lista w obecnej postaci w zupełności mi wystarcza…

ASL/NIPSON:Czy lista mailingowa pomaga, czy przeszkadza scenie? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że pomaga ludziom w kontaktach między sobą. Wiem też, że zdecydowanie mniej pracy wymaga wysłanie maila na listę, niż stworzenie graficzki, muzyczki lub efektu…

NAMELESS/EXCESS:Zwątpienie, czy lista Elysium spełnia swoje zadanie? Szczerze mówiąc, ja nie wątpię – ja wiem – spełnia. Skupia dość sporo osób zainteresowanych sceną C64. Gdyby jej nie było (była by pewnie inna lista), ale to, co mamy uważam za bardzo dobre rozwiązanie.

Czy Internet to dobre rozwiązanie?
Powroty ludzi na scenę dzięki Netowi

SUDi/MORNING:Po pierwsze wady. Niestety, wejście ogólnoświatowej sieci do naszych domów spowodowało zanik jednej z dziedziny sceny – swapowania. To pociągnęło za sobą upadek cover-sceny, która dzisiaj jako taka nie ma sensu. Oczywiście cały czas istnieją prawdziwi megaswaperzy i coverzyści, ale to zaledwie kropla w porównaniu z ubiegłymi latami. To byłyby główne wady Internetu. Zaletą jest na pewno lepszy i szybszy kontakt między scenowiczami, który uwidacznia się powstawaniem list dyskusyjnych, stron o C64 i spotkaniami na IRC’u. Zdarzają się przypadki powrotu dawnych scenowiczów, którzy kiedyś odeszli, a obecnie dzięki Internetowi postanawiają spowrotem zacieśnić więzy z istniejącą sceną. Tak, dobrze, że zdarzają się nawet powroty legend, tylko że dzieje się tak od kilku lat, a niestety skutków jakiejkolwiek poprawy stanu sceny nie widać. Internet również nie pomógł „uleczyć” sceny C64 tak, jak niektórzy pokładali w tym nadzieję. Ani listy dyskusyjne nie spełniają żadnego zadania (jeżeli chodzi o zmianę sytuacji na scenie), ani Internet nie przedłuży żywotu sceny, a jeśli przedłuży, to bardzo niewiele. Ja nie szukałbym przyczyn upadku c64sceny w Internecie, ale w pojawieniu się nowoczesniejszych, szybszych i łatwiejszych w obsłudze komputerów, niż nasz Komodor. Wraz z pojawieniem się komputerów klasy PC, nastąpiło przyspieszenie odchodzenia ludzi ze sceny na właśnie tą platformę.

HORNET/AGONY:Nie będę się wypowiadał na temat powrotu legend, bo nie wiem, która z nich zaliczyła come-back w przeciągu np. ostatnich dwóch lat. Kiedyś Bonzai obiecywał powrót – jest? A Censor Design? Buuu….

NAMELESS/EXCESS: Powrót legend? W dobie internetu powrót legend jest jak najbardziej uzasadniony, choć większość z nich podejrzewam traktuje to jako świetną zabawę. Można przecież odświeżyć znajomości, które rozmyły się na przestrzeni lat, zawrzeć nowe, pomoc młodszym scenowiczom itd. itp. Sam pamiętam (nie mylić mnie tu z żadną legendą) pierwsze, co wpisałem na zajęciach w przeglądarce to c64. To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wkrótce kupiłem modem, potem C64 + stację, to wszystko plus dodatki mam do dziś.

Przyszłość Sceny Commodore 64
Czy przybędzie nowych ludzi?

NAMELESS/EXCESS:Przyszłość sceny C64? Scena będzie istnieć dopóki ktokolwiek będzie chciał odpalić prawdziwego C64 lub emulator na innej platformie.

SUDi/MORNING:Przyszłość sceny komputera C64 nie jest, niestety, optymistyczna. Od kilku lat jest bardzo mocno zauważalny proces upadku sceny, spowodowany głównie brakiem napływu nowych ludzi. Nie będę rozpisywał się, jakie są tego powody, których jest bardzo wiele, to każdy wie, krótko można tylko powiedzieć: rozwój techniki doprowadził do śmierci naturalnej Komodora64 na rynku komputerowym. Ale wracając do tematu przyszłości samej sceny, to najbliższe lata nie wróżą żadnych zmian. Odchodzą kolejni scenowicze, których miejsce nie zostaje zajęte przez newcomerów. Obecnie scena to zaledwie kilka grup, które nawet nie można nazwać w połowie tak aktywne, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Objawia się to wydawaniem zaledwie dwóch, trzech numerów diskmagów na rok, zaś nowe demka ukazują się tylko na party’iesach. Scena krakerska nie istnieje i już na pewno nigdy nie wróci do swojej dawnej potęgi (w końcu scena zaczęła się właśnie od kraków), ba, nigdy nawet już nie zostanie reaktywowana (chyba nie trzeba mówić, dlaczego – brak gier).

HORNET/AGONY:Odnośnie przyszłości sceny… Szczerze powiem, że powiało lekkim optymizmem – nie, nie! Nie jestem niepoprawnym optymistą, dobrze wiem, że nikt nowy nie przyjdzie, większość członków tej dziwnej społeczności ma już swoje mocno rozbudowane życie prywatne, a przecież wiadomo, że najlepiej scenowało się mając -naście lat.. Tak czy siak, widząc oczywiste ograniczenia, stwierdziłem z zaskoczeniem (miłym), że coś się jednak ciągle dzieje. Właśnie dzięki liście dowiedziałem się, że w ogóle coś wychodzi, moje wcześniejsze wizyty na ircu były raczej czysto wspominkowe, dyskusje na kanale były różne i różniste – ogólnie mówiąc, myślałem, że jest to po prostu kanał wspominkowy dla dziadków, a w sumie dzięki Creshowi zmieniły mi się nieco horyzonty… Nawet pomyślałem sobie, że może nie będzie aż tak trudno powrócić do starych przyzwyczajeń. Oczywiście – problemem jest zawsze czas, wszyscy jesteśmy już starzy – jak na standardy scenowe!

Przed podsumowaniem…

ASL/NIPSON: Zacznijmy od stwierdzenia, że scena umarła i scena żyje jednocześnie. Paradoks? Niezupełnie. Nie tak dawno wypowiadałem się w magazynie Millenium nt. sceny i rzuciłem parę słów o odchodzeniu starych scenowiczów i pojawianiu się nowych twarzy. Chodzi dokładnie o uczucie pewnego osamotnienia towarzyszące każdemu tracącemu stare kontakty scenowiczowi. Jeśli ktoś „wyrósł” na demach Charged, Fatum, czy Taboo i słyszy o rozpadzie tych grup, to nic dziwnego, że uważa scenę za zjawisko powoli umierające. Dorzućmy do tego stwierdzenia różnych „znawców” oceniających wysiłki nowych scenowiczów za mierne, nie wnoszące nic nowego do świata sceny, wszechobecną krytykę i porównywanie produkcji początkujących grup do topowych produkcji polskich i zagranicznych. Nie dziwi zatem fakt, iż zdecydowana większość wybiera „bezpieczne scenowanie” w sieci, niż „ryzykowną produktywność”. A jest niemało nowych scenowiczów! Jednak taki osamotniony weteran ich nie zauważa. Bo niby co „nieopierzone małolaty” mogą wiedzieć o „prawdziwym scenowaniu”. Mają prawo poczytać o partyzynckich wyczynach „elity” w „jedynie słusznych” magazynach, bez wazelinki powłazić im w tylną część ciała na liście dyskusyjnej, ale niech lepiej nie próbują tego sami, bo i tak niewiele wiedzą i raczej nie dorównają wszechwiedzącym Guru polskiej sceny C64. Pomińmy tu „wyczyny” niektórych newcomerów usiłujących nieco „noisy” wskoczyć do polskiej czołówki i weźmy za przykład wczorajszych „lamerów”, nadrabiających brak wiedzy i doświadczenia zapałem i ciężką pracą. Taki zapaleniec nie spotka się ze zrozumieniem (bo choć każdy kiedyś zaczynał, a i niektórzy „czołowi” scenowicze nie mają w dorobku wiele więcej ponad długi staż na scenie), natomiast na dzień dobry zostanie „stratowany” kopytami cierpkich uwag i komentarzy. Równajmy w górę, ale nie podcinajmy ludziom skrzydeł! Niech różni surowi komentatorzy wezmą sobie do serca fakt, że chociaż chwilowo mogą zdusić „zielonych” scenowiczów, to czas działa na ich niekorzyść. Nowych będzie przybywało, a starych ubywało. Mogą ich wyśmiewać dzisiaj, ale kto się z kogo będzie śmiał za parę latek, kiedy nowe procedury i nowe pomysły przełamią obowiązujące standardy i aktywna scena wyśmieje „eliciarskie” produkcje pełne „przestarzałych” trybów graficznych i oldschoolowych efektów. Jak wtedy będą wyglądali obecni „wszechwiedzący”? Kto będzie ze sceny, a kto z podsceny?

Skąd pewność, że to nastąpi? Prawo historii – coś musi umrzeć, by coś mogło się narodzić. Przejrzyjcie zachodnie magazyny z końca lat osiemdziesiątych: „scena umiera”, „brak nowych, twórczych ludzi”. Czy nie przypomina to jęków współczesnych malkontentów? Podobne opinie słyszałem w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy wypełniane wektory były szczytem umiejętności koderskich, a i tak większość programistów potrafiła je wyskrobać. Co ciekawe podobne okresy przechodziły sceny na Amidze i na pc. Charakterystyczną cechą wszystkich „okresów przejściowych” jest popadanie ze skrajności w skrajność. Gwałtowny wysyp dobrych produkcji to najczęściej zapowiedź okresu stagnacji, natomiast prawie całkowity zanik dobrego stuffu, to prognoza „tłustego” okresu dla zbieraczy i oglądaczy.

Myślę, że teraz jest podobnie. Scena ewoluuje. Następuje jakieś przeobrażenie, które nie wiadomo czym się zakończy. Czy net i emulatory? Być może, chociaż jeszcze nie teraz. Jeszcze ze 2-3 latka minimalnie. A co wkrótce? To zagadka, na którą odpowie nam samo życie.

Zakończenie

BIMBER/ARISE:Przyszłości sceny nie widzę w różowych barwach. Spodziewam się szarzyzny i równi jeszcze bardziej pochyłej niż obecnie. Marazm trwa od dawna i nic nie jest w stanie tego faktu zmienić. Ludzie mają coraz mniej czasu, każdy jest zajęty swoimi codziennymi sprawami, brak konkurencji nie sprzyja mobilizacji. Internet i emulatory to świetna sprawa, dają duży komfort i wygodę, ułatwiają kontakt, ale nie spodziewajmy się, że zapewnią nagły zryw komodorowców, masowe comebacki czy dopływ świeżej krwi. Myślę, że spotkają nas jeszcze jakieś pozytywne zaskoczenia, ale to już będą tylko ostatnie podrygi. Wszystko co dobre kiedyś się kończy.

SUDi/MORNING:Podsumowujac, obecnie jedynym „małym antidotum” jest zachęcenie nowych ludzi do wstępowania na scenę. Ale jako że dzisiaj nie mamy roku powiedzmy 1990 czyli C64 to już nie mocny komputer, którego posiadanie było prestiżem, a zostanie np. koderem mogło przynieść nawet jakieś korzyści finansowe (pisanie gier), więc potrzebny jest jakiś kompromis dla newcomerów, którzy na pewno „nie podniecą się” 16 kolorami i rodzielczością 320×200 na początku XXI wieku. Tym kompromisem może być nie tyle potrzeba zdobycia „profesji” na scenie, co po prostu wstąpienie do np. fan-clubu C64 i zachęcanie do wyjazdu na wspólne mitingi, gdzie nowi mogą poznać ludzi ze sceny i dobrze się bawić, a jednocześnie „poczuć” urok Komodorka.

A tak w ogóle, to scena przetrwa jeszcze trochę, ale głównie jako „miejsce” do spotkań wielu ludzi i wspomnienia tych starych dobrych lat na scenie. A czyż nie jest to właśnie ten główny cel, ta główna idea, dla której ludzie, których łączyło wspólne zainteresowanie, stworzyli subkulturę zwaną Scena C64?

* * *

LUC:Myślę, że po przeczytaniu tych wszystkich obszernych wypowiedzi jesteśmy mądrzejsi. Dyskusję zamykam, będąc świadomym że wiele przez to nie zmienię, ale warto o tym mówić. Scena to nasz świat, z nim się identyfikujemy. Należy zadbać, by życie w tym światku kręciło się cały czas…

W dyskusji udział wzięli: ASL/NIPSON, BIMBER/ARISE, HORNET/AGONY, LUC, NAMELESS/EXCESS, SUDI/MORNING. Dziękuje wszystkim za opinie i czekam na nowe.

Historia sceny Commodore 64

„Scena” jest teraz generalnie zbliżona wyglądem do „Trzeciej generacji”. Spróbuję wyjaśnić w tym artykule, co to znaczy.

Pierwsza generacja

…zaczęła się w rokuIntro Triadu 1986 i trwała aż do roku 1991 – świetne czasy dla komputera Commodore 64. Działało wtedy wiele aktywnych grup i zawsze można było dostać nowy stuff. Lepsi, starsi scenowicze znali lepiej coś takiego jak grupy Krakerskie: Triad, Hotline, G*P, Ikari & Talent.

Znane DEMO-grupy takie jak Ash & Dave, Ian & Mic, Meanteam, JCS. To był okres czas kiedy wydano tak świetne gry jak np. Uridium, Paradroid, Last Ninja. Wydawało się, że ciągle coś było wydawane (bo było!).

Po tym czasie w Wielkiej Brytanii zostało uruchomione coś w rodzaju Internetu, co było osiągalne jeśli ktoś posiadał modem. Nazywało to się Compunet i był to ogromny sukces. System ten posiadał możliwość pisania i odbierania E-maili, stron WWW i dało się pogadać na Chat’cie. Jeśli ktoś miał wtedy coś takiego, to mógł być z siebie dumny.

Firmy produkujące gry szukały cały czas zdolnych programistów, grafików czy muzyków do tworzenia gier na C64. Ludzie tacy jak Maniacs of Noise złamali pierwsze lody i uploadowali (zamieścili w ówczesnej Sieci dla C64) swoje dema pod Compunet.

Gorsze czasy zaczęły się dla naszego komodorka gdy CBM wypuściło na rynek pierwsze Amigi. To przypuszczalnie miało odstawić dobrego starego C64, przez co niektórzy protestowali. Jednak niestety już wtedy część ludzi odeszła od komcia na rzecz nowego dziecka Commodore – Amigi. Dużo ludzi na szczęście zostało przy swojej ukochanej machinie. Compunet szybko zezwolił Amidze na korzystanie z niego, lecz jakoś na niej to nie szło i po jakimś czasie Compunet zamknął dla niej dostęp.

Druga generacja…

Intro Hotline'u…zaczęła się w 1991 roku i trwała do roku 1995. Był to czas wielkich zmian nie tylko na Scenie, ale także na całym świecie. Rzekomy następca C64 wyszedł z ziemi jako PC, Micro$oft zaczął swą globalną dominację, jednak dla niektórych ukochaną i jedyną maszynką ciągle pozostawał ten jedyny C64 – trwał wciąż silnie i mocno! W tym czasie dużo grup ze wschodniej Europy ukształtowały się, tworząc nowy smak sceny, przynosząc wiele nowych idei ze sobą. Niektóre z lepszych grup są dziś ciągle aktywne, jak na przykład Crest i Triad czasami coś wydadzą. W międzyczasie scena Amigowa „zdechła”, gdyż działało na dużą skalę piractwo. Firma Commodore nie rozwijała Amigi i PC zaczął wtedy dominować. W końcu Commodore prawdopodobnie zbankrutowało i to był właśnie koniec Amigi.

Złotym środkiem dla wielu scenowiczów Commodore 64 stawał się powoli internet – spotykanie wielu starych kumpli, którzy odeszli ze sceny wcześniej. Bardzo szybko powstała ogromna liczba stron poświęconych tylko i wyłącznie komputerowi Commodore 64. Na przełomie 1994/95 scena wydawała coraz mniej stuffu, była mniej aktywna. Ludzie nie mieli czasu na kodowanie, rysowanie czy pisanie muzyczek, a scena krakerska (Luc: czyli zajmująca się łamaniem i wypuszczaniem na Scenę gier, np.z trainerami) po prostu zdechła.

Na FTP-ach można było znaleźć wszystko – wiele nowości i klasyków ze sceny, a wszystko działało i było pełną wersją na 100%.

Rzeczą, która przyczyniła się do podtrzymania Sceny przy życiu, było PARTY. Gromadzili się tam ludzie ze sceny, rozmawiali o starych czasach i się wspaniale bawili.

Trzecia generacja…

Intro Ikari …wystartowała w roku 1996 i ciągle ją mamy. Komputery strasznie się rozwinęły, osiągając zawrotne częstotliwości i prędkości, a komcio wciąż się trzyma.

Dużo starych legend sceny „zdmuchnęło kurz” z komodorka i jeszcze raz bawią się tą wspaniałą maszynką.
Crest wrócił z zachwycającymi demami (Krestology czy Krestage 1 & 2). Booze wydali Soul, a AEG/Smash Designs wydał następne dema-trackma.

I ciągle gdy piszę ten artykuł mam PeCeta obok, jak to powiedzieć, obok najlepszego programu jaki stworzono na ten sprzęt. Tak, mówię o programie Star-Commander! Uważam, że Joe Forster powinien otrzymać złoty medal za stworzenie czegoś takiego.

Wracając do tematu, podczas trwania trzeciej generacji, zostało stworzonych wiele nowych trybów graficznych dla C64, graficy tworzą lepsze i ciekawsze grafiki. Jednak jeśli scena ma trwać dalej, musimy tworzyć nowe idee, projekty, aby komodorek trzymał się mocno.

Ten mały komputer, który posiada trzy kanały muzyczne Sid’a, ma 16 kolorów Vic i 64 KB pamięci, jest pamiętany do dziś! Myślę, że komputer Commodore 64 jest w stanie wytrzymać jeszcze sporo, jeśli wytrzymał już tyle! C64 ma ciągle tą samą magiczną jakość, której żaden inny komputer nie posiada.