To już XXI wiek.
A co ze sceną Commodore 64?

Łukasz 'Luc' Sanecki

Jak powszechnie wiadomo, scena komputera Commodore "żyje" w dużym stopniu dzięki tak zwanej emu-scenie. W czasach, gdy większość ludzi jest właściwie zmuszona do przesiadki na PC-ty oraz brak czasu - scenowanie poprzez emulator jest jedynym możliwym rozwiązaniem.

Od dłuższego czasu też obserwować można (w zachwytem i podziwem) zjawisko powracania na scenę wielu znakomitych członków, wręcz legend. Osoby te wcześniej były zmuszone opuścić środowisko C64 z wielu rożnych powodów, a teraz dzięki Internetowi nadarza się okazja, aby powrócić do dawnych wspomnień, przyjaciół i wydawania wspólnie stuffu komodorowskiego.

Czy jednak z czasem i to zjawisko nie minie? Czy po "boomie" powrotów nie nastąpi całkowity koniec sceny legendarnego już Commodore 64? Do tej dyskusji zaprosiłem kilka znanych osób Sceny Commodore 64. Przedstawią tutaj swoje opinie. A więc: przez co i gdzie zmierza scena? Czy to szansa dla C64? A może Internet to tylko pozornie pozytywne zjawisko?

Scenowanie z emulatorem?

HORNET/AGONY: Nie wiem, czy korzystanie z dobrodziejstw tych setek megaherzów do przeliczania/kalkulowania/pakowania/krunczowania traktować jako rozwinięcie techniki koderskiej czy jako największe zło, zamach na świątynię. Chociaż z drugiej strony - grafikowi czy muzykowi raczej emulator się nie przyda - oczywiście nie myślę o konwersji z PC, tylko używania emulatora do np. rysowania pod Art Studio, to raczej zakrawa na makabrę!

SUDi/MORNING: Powiem krótko: powstanie wszelkiej maści emulatorów i użytków, które pozwalają na rysowanie grafik komodorowskich na PeCecie (a nawet sprajtów!), ba, na programowanie w asemblerze 6502, a następnie na konwersję i przerzucenie gotowego "produktu" kabelkiem na Komcia bądź tylko jako plik - obraz pod emule i wrzucenie na ftp'a, po prostu ZABIJA samego C64 i scenę. Tak, wiem - ułatwia tworzenie nowych rzeczy na Komiego, ale czy to ma sens? Czy to jest właśnie to prawdziwe, hardkorowe scenowanie? Szczerze wątpię. I tu według mnie znajduje się przysłowiowy gwóźdź do trumny z napisem "C64".

LUC: Emulatory pośrednio zabijają oryginalnego C64. To "dzięki nim" nie włączymy już starego, zakurzonego komcia, tylko przy okazji pracy na PC uruchomimy sobie mały programik nazywany CCS64 czy VICE i tam sprawdzamy nowy stuff, gramy w ulubione stare gry. Ale to nie jest ta sama radość, co dawniej przy starym, zielonoczarnym monitorze, gdzie samym pięknem była prostota. Emulator widzi całość w "okienkach"...

NAMELESS/EXCESS: Scenowanie na C64 poprzez emulatory nie jest moim zdaniem jakimś zjawiskiem negatywnym, wręcz przeciwnie. Ludzie scenujący na emulatorach to najczęściej dawni posiadacze sprzętu firmy Commodore, którego pozbyli się z takich a nie innych powodów kilka, hmmm, kilkanaście lat temu. Sam używam emulatora do oglądania dem, magazynów, starych gier - z prostych powodów: brak miejsca (PC) i brak monitora. Zabawa w C64 w moich warunkach na 21" telewizorze to pomyłka. Wracając do emulacji, nie można zapomnieć o SidPlayerze, dzięki któremu możemy odsłuchiwać naprawdę fantastyczne muzyczki, jakie powstały na ten wspaniały komputer.

Lista dyskusyjna Elysium - dobra rzecz?

LUC: Lista dyskusyjna grupy Elysium to świetna rzecz. Tu toczą się najważniejsze scenowe (i nie tylko) dyskusje. Tu można zasięgnąć po radę bardziej doświadczonej osoby. Jakiś czas temu jednak coś się zaczęło psuć... Nie mówi się o C64, nie mówi się nawet o powiązanych z C64 tematach, ale rozpoczynają się rozmowy nie interesujące większą część ludzi zapisanych na listę. Codziennie odbieram 30-50 postów, z których czytam średnio 2-5. Szkoda, bo tym samym lista traci swoje pierwotne przesłanie. Czy coś się zmieni? Zobaczymy.

HORNET/AGONY: Absolutnie nie popadam w zwątpienie, czy lista ESM straciła na znaczeniu - nic z tych rzeczy! Szczerze powiem, właśnie ta lista skłoniła mnie, aby po kilku latach przyjrzeć się znowu scenie... C64 jako takiemu nie musiałem się przyglądać, gdyż jest to maszyna w miarę dużo przeze mnie używana - o dziwo! Tak czy siak, dzięki Creshowi, trafiłem na listę i nie żałuję. Ostatnie dymy na liście raczej traktuję jak zwykłe konflikty w zwykłym skupisku ludzkim, nie ma mowy, aby w jakiś sposób miało mnie to odstraszyć. A odnośnie rzekomo nowo powstających list, to szczerze powiem, że nie wiem, czy próbowałbym zapisać się na taką listę (chyba, że będą w końcu te linki do gołych bab...), ESM mi pasuje, jakoś nie odczułem, że ktoś mi założył knebel, mam od czasu do czasu małe scysje, ale na tyle drobne, że można spokojnie o nich zapomnieć. Ogólnie mówiąc, lista w obecnej postaci w zupełności mi wystarcza...

ASL/NIPSON: Czy lista mailingowa pomaga, czy przeszkadza scenie? Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że pomaga ludziom w kontaktach między sobą. Wiem też, że zdecydowanie mniej pracy wymaga wysłanie maila na listę, niż stworzenie graficzki, muzyczki lub efektu...

NAMELESS/EXCESS: Zwątpienie, czy lista Elysium spełnia swoje zadanie? Szczerze mówiąc, ja nie wątpię - ja wiem - spełnia. Skupia dość sporo osób zainteresowanych sceną C64. Gdyby jej nie było (była by pewnie inna lista), ale to, co mamy uważam za bardzo dobre rozwiązanie.

Czy Internet to dobre rozwiązanie?
Powroty ludzi na scenę dzięki Netowi

SUDi/MORNING: Po pierwsze wady. Niestety, wejście ogólnoświatowej sieci do naszych domów spowodowało zanik jednej z dziedziny sceny - swapowania. To pociągnęło za sobą upadek cover-sceny, która dzisiaj jako taka nie ma sensu. Oczywiście cały czas istnieją prawdziwi megaswaperzy i coverzyści, ale to zaledwie kropla w porównaniu z ubiegłymi latami. To byłyby główne wady Internetu. Zaletą jest na pewno lepszy i szybszy kontakt między scenowiczami, który uwidacznia się powstawaniem list dyskusyjnych, stron o C64 i spotkaniami na IRC'u. Zdarzają się przypadki powrotu dawnych scenowiczów, którzy kiedyś odeszli, a obecnie dzięki Internetowi postanawiają spowrotem zacieśnić więzy z istniejącą sceną. Tak, dobrze, że zdarzają się nawet powroty legend, tylko że dzieje się tak od kilku lat, a niestety skutków jakiejkolwiek poprawy stanu sceny nie widać. Internet również nie pomógł "uleczyć" sceny C64 tak, jak niektórzy pokładali w tym nadzieję. Ani listy dyskusyjne nie spełniają żadnego zadania (jeżeli chodzi o zmianę sytuacji na scenie), ani Internet nie przedłuży żywotu sceny, a jeśli przedłuży, to bardzo niewiele. Ja nie szukałbym przyczyn upadku c64sceny w Internecie, ale w pojawieniu się nowoczesniejszych, szybszych i łatwiejszych w obsłudze komputerów, niż nasz Komodor. Wraz z pojawieniem się komputerów klasy PC, nastąpiło przyspieszenie odchodzenia ludzi ze sceny na właśnie tą platformę.

HORNET/AGONY: Nie będę się wypowiadał na temat powrotu legend, bo nie wiem, która z nich zaliczyła come-back w przeciągu np. ostatnich dwóch lat. Kiedyś Bonzai obiecywał powrót - jest? A Censor Design? Buuu....

NAMELESS/EXCESS: Powrót legend? W dobie internetu powrót legend jest jak najbardziej uzasadniony, choć większość z nich podejrzewam traktuje to jako świetną zabawę. Można przecież odświeżyć znajomości, które rozmyły się na przestrzeni lat, zawrzeć nowe, pomoc młodszym scenowiczom itd. itp. Sam pamiętam (nie mylić mnie tu z żadną legendą) pierwsze, co wpisałem na zajęciach w przeglądarce to c64. To, co zobaczyłem przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Wkrótce kupiłem modem, potem C64 + stację, to wszystko plus dodatki mam do dziś.

Przyszłość Sceny Commodore 64
Czy przybędzie nowych ludzi?

NAMELESS/EXCESS: Przyszłość sceny C64? Scena będzie istnieć dopóki ktokolwiek będzie chciał odpalić prawdziwego C64 lub emulator na innej platformie.

SUDi/MORNING: Przyszłość sceny komputera C64 nie jest, niestety, optymistyczna. Od kilku lat jest bardzo mocno zauważalny proces upadku sceny, spowodowany głównie brakiem napływu nowych ludzi. Nie będę rozpisywał się, jakie są tego powody, których jest bardzo wiele, to każdy wie, krótko można tylko powiedzieć: rozwój techniki doprowadził do śmierci naturalnej Komodora64 na rynku komputerowym. Ale wracając do tematu przyszłości samej sceny, to najbliższe lata nie wróżą żadnych zmian. Odchodzą kolejni scenowicze, których miejsce nie zostaje zajęte przez newcomerów. Obecnie scena to zaledwie kilka grup, które nawet nie można nazwać w połowie tak aktywne, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat temu. Objawia się to wydawaniem zaledwie dwóch, trzech numerów diskmagów na rok, zaś nowe demka ukazują się tylko na party'iesach. Scena krakerska nie istnieje i już na pewno nigdy nie wróci do swojej dawnej potęgi (w końcu scena zaczęła się właśnie od kraków), ba, nigdy nawet już nie zostanie reaktywowana (chyba nie trzeba mówić, dlaczego - brak gier).

HORNET/AGONY: Odnośnie przyszłości sceny... Szczerze powiem, że powiało lekkim optymizmem - nie, nie! Nie jestem niepoprawnym optymistą, dobrze wiem, że nikt nowy nie przyjdzie, większość członków tej dziwnej społeczności ma już swoje mocno rozbudowane życie prywatne, a przecież wiadomo, że najlepiej scenowało się mając -naście lat.. Tak czy siak, widząc oczywiste ograniczenia, stwierdziłem z zaskoczeniem (miłym), że coś się jednak ciągle dzieje. Właśnie dzięki liście dowiedziałem się, że w ogóle coś wychodzi, moje wcześniejsze wizyty na ircu były raczej czysto wspominkowe, dyskusje na kanale były różne i różniste - ogólnie mówiąc, myślałem, że jest to po prostu kanał wspominkowy dla dziadków, a w sumie dzięki Creshowi zmieniły mi się nieco horyzonty... Nawet pomyślałem sobie, że może nie będzie aż tak trudno powrócić do starych przyzwyczajeń. Oczywiście - problemem jest zawsze czas, wszyscy jesteśmy już starzy - jak na standardy scenowe!

Przed podsumowaniem...

ASL/NIPSON: Zacznijmy od stwierdzenia, że scena umarła i scena żyje jednocześnie. Paradoks? Niezupełnie. Nie tak dawno wypowiadałem się w magazynie Millenium nt. sceny i rzuciłem parę słów o odchodzeniu starych scenowiczów i pojawianiu się nowych twarzy. Chodzi dokładnie o uczucie pewnego osamotnienia towarzyszące każdemu tracącemu stare kontakty scenowiczowi. Jeśli ktoś "wyrósł" na demach Charged, Fatum, czy Taboo i słyszy o rozpadzie tych grup, to nic dziwnego, że uważa scenę za zjawisko powoli umierające. Dorzućmy do tego stwierdzenia różnych "znawców" oceniających wysiłki nowych scenowiczów za mierne, nie wnoszące nic nowego do świata sceny, wszechobecną krytykę i porównywanie produkcji początkujących grup do topowych produkcji polskich i zagranicznych. Nie dziwi zatem fakt, iż zdecydowana większość wybiera "bezpieczne scenowanie" w sieci, niż "ryzykowną produktywność". A jest niemało nowych scenowiczów! Jednak taki osamotniony weteran ich nie zauważa. Bo niby co "nieopierzone małolaty" mogą wiedzieć o "prawdziwym scenowaniu". Mają prawo poczytać o partyzynckich wyczynach "elity" w "jedynie słusznych" magazynach, bez wazelinki powłazić im w tylną część ciała na liście dyskusyjnej, ale niech lepiej nie próbują tego sami, bo i tak niewiele wiedzą i raczej nie dorównają wszechwiedzącym Guru polskiej sceny C64. Pomińmy tu "wyczyny" niektórych newcomerów usiłujących nieco "noisy" wskoczyć do polskiej czołówki i weźmy za przykład wczorajszych "lamerów", nadrabiających brak wiedzy i doświadczenia zapałem i ciężką pracą. Taki zapaleniec nie spotka się ze zrozumieniem (bo choć każdy kiedyś zaczynał, a i niektórzy "czołowi" scenowicze nie mają w dorobku wiele więcej ponad długi staż na scenie), natomiast na dzień dobry zostanie "stratowany" kopytami cierpkich uwag i komentarzy. Równajmy w górę, ale nie podcinajmy ludziom skrzydeł! Niech różni surowi komentatorzy wezmą sobie do serca fakt, że chociaż chwilowo mogą zdusić "zielonych" scenowiczów, to czas działa na ich niekorzyść. Nowych będzie przybywało, a starych ubywało. Mogą ich wyśmiewać dzisiaj, ale kto się z kogo będzie śmiał za parę latek, kiedy nowe procedury i nowe pomysły przełamią obowiązujące standardy i aktywna scena wyśmieje "eliciarskie" produkcje pełne "przestarzałych" trybów graficznych i oldschoolowych efektów. Jak wtedy będą wyglądali obecni "wszechwiedzący"? Kto będzie ze sceny, a kto z podsceny?

Skąd pewność, że to nastąpi? Prawo historii - coś musi umrzeć, by coś mogło się narodzić. Przejrzyjcie zachodnie magazyny z końca lat osiemdziesiątych: "scena umiera", "brak nowych, twórczych ludzi". Czy nie przypomina to jęków współczesnych malkontentów? Podobne opinie słyszałem w połowie lat dziewięćdziesiątych, kiedy wypełniane wektory były szczytem umiejętności koderskich, a i tak większość programistów potrafiła je wyskrobać. Co ciekawe podobne okresy przechodziły sceny na Amidze i na pc. Charakterystyczną cechą wszystkich "okresów przejściowych" jest popadanie ze skrajności w skrajność. Gwałtowny wysyp dobrych produkcji to najczęściej zapowiedź okresu stagnacji, natomiast prawie całkowity zanik dobrego stuffu, to prognoza "tłustego" okresu dla zbieraczy i oglądaczy.

Myślę, że teraz jest podobnie. Scena ewoluuje. Następuje jakieś przeobrażenie, które nie wiadomo czym się zakończy. Czy net i emulatory? Być może, chociaż jeszcze nie teraz. Jeszcze ze 2-3 latka minimalnie. A co wkrótce? To zagadka, na którą odpowie nam samo życie.

Zakończenie

BIMBER/ARISE: Przyszłości sceny nie widzę w różowych barwach. Spodziewam się szarzyzny i równi jeszcze bardziej pochyłej niż obecnie. Marazm trwa od dawna i nic nie jest w stanie tego faktu zmienić. Ludzie mają coraz mniej czasu, każdy jest zajęty swoimi codziennymi sprawami, brak konkurencji nie sprzyja mobilizacji. Internet i emulatory to świetna sprawa, dają duży komfort i wygodę, ułatwiają kontakt, ale nie spodziewajmy się, że zapewnią nagły zryw komodorowców, masowe comebacki czy dopływ świeżej krwi. Myślę, że spotkają nas jeszcze jakieś pozytywne zaskoczenia, ale to już będą tylko ostatnie podrygi. Wszystko co dobre kiedyś się kończy.

SUDi/MORNING: Podsumowujac, obecnie jedynym "małym antidotum" jest zachęcenie nowych ludzi do wstępowania na scenę. Ale jako że dzisiaj nie mamy roku powiedzmy 1990 czyli C64 to już nie mocny komputer, którego posiadanie było prestiżem, a zostanie np. koderem mogło przynieść nawet jakieś korzyści finansowe (pisanie gier), więc potrzebny jest jakiś kompromis dla newcomerów, którzy na pewno "nie podniecą się" 16 kolorami i rodzielczością 320x200 na początku XXI wieku. Tym kompromisem może być nie tyle potrzeba zdobycia "profesji" na scenie, co po prostu wstąpienie do np. fan-clubu C64 i zachęcanie do wyjazdu na wspólne mitingi, gdzie nowi mogą poznać ludzi ze sceny i dobrze się bawić, a jednocześnie "poczuć" urok Komodorka.

A tak w ogóle, to scena przetrwa jeszcze trochę, ale głównie jako "miejsce" do spotkań wielu ludzi i wspomnienia tych starych dobrych lat na scenie. A czyż nie jest to właśnie ten główny cel, ta główna idea, dla której ludzie, których łączyło wspólne zainteresowanie, stworzyli subkulturę zwaną Scena C64?

* * *

LUC: Myślę, że po przeczytaniu tych wszystkich obszernych wypowiedzi jesteśmy mądrzejsi. Dyskusję zamykam, będąc świadomym że wiele przez to nie zmienię, ale warto o tym mówić. Scena to nasz świat, z nim się identyfikujemy. Należy zadbać, by życie w tym światku kręciło się cały czas...

W dyskusji udział wzięli: ASL/NIPSON, BIMBER/ARISE, HORNET/AGONY, LUC, NAMELESS/EXCESS, SUDI/MORNING. Dziękuje wszystkim za opinie i czekam na nowe.

 © 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone
 Webmaster: Mariusz "Flooder" Młynek