Sceny: Commodore 64 vs Amiga

Noise/E+S
(tekst pochodzi z magazynu Enhiridion#1 grupy Samar)

Jako że miałem wcześniej Amigę, a właściwie byłem na scenie z Amigą około 3 lat tak więc mogę powiedzieć kilka zdać na ten ciekawy temat. Otóż scena amigowska różni się bardzo od scena na Komcia. Kolosalna różnica jest przede wszystkim w fakcie, że na Komcia wszystko, dosłownie i w przenośni, robi się o wiele trudniej.

Może zacznę od muzyki, ponieważ tym się najbardziej interesuję. Hmm... na Amidze jak chciałem napisać jakiś kawałek to siadałem do Protracker'a i już! Cały problem polegał na tym, by dobrze zsamplować potrzebne kawałki i to poskładać w odpowiedni sposób. A na Komie? Jest trochę inaczej. Jeżeli na Amidze muzycy są kompletnie zieloni, znaczy mogą być zieloni jeżeli chodzi o kod, tak na Komciu tego chyba nie da się uniknąć! Jak już zauważyłem tutaj operuje się bezpośrednio na komórkach SID'a... Poza tym komendy dostępne na Protrack'u a np. w DMC to kolosalna różnica. Na Amidze można z samplami robić dosłownie wszystko! Jak teraz patrzę na Protracker'a to sobie myślę, że to była bardzo duża przyjemność robić muzykę na takim profesjonalnym programie. Ja wcale nie uważam, że programy na Komciu są mniej dopracowane czy gorsze... jak na Komodę są OK, ale z punktu widzenia Amigowca są po prostu ubogie. Ale nie ma się czym martwić, bo trzeba powiedzieć, że na Amidze nikt nie zrobił dobrego syntetycznego kawałka. Oczywiście są ludzie, którzy samplują z Komcia a później przenoszą to na Amisię, ale tutaj z satysfakcją stwierdzam, że mimo usilnych prób, nikt jeszcze dobrego syntetyka nie napisał. Co prawda jest SidPlayer do odtwarzania zaków z Komcia i można sobie po przeniesieniu plików z formatu stacji 1541 na format 880 KB posłuchać Zyrona lub Tell'a ale to już nie to samo. OK. Tyle jeśli chodzi o muzykę.

Następna sprawa to kod. Tutaj stwierdzę, że jeżeli komcia da się jeszcze ogarnąć rozumem zwykłego człowieka, tak Amigi już nie. Niektórzy próbowali ale nie starczyło im czasu... Jeżeli chodzi o początkujących koderów to łatwiej zaczyna się na komodzie, trudniej na Amidze. Na komciu mnie więcej od razu łapiesz tryby graficzne, przerwania itp. a na Amisi to już zupełnie inna droga. Tam zaczynasz od koprocesora graficznego a napisanie programu na wyświetlenie obrazka to już coś! Może na tym skończę o kodowaniu, jako że nie jestem w tym zbyt dobry.

Teraz przejdę do grafiki i podsumuję ją też bardzo szybko. Grafika na Amidze jaka jest, każdy wie! Na komciu jednak tryb FLI wprowadził mnie w zdumienie. Jak widziałem obrazki, które narysował Nylu to w pierwszym momencie dałbym się nabrać, że oglądam screen'y z Amigi. Tak więc graficy nie mają zbytnio na co narzekać (no chyba tylko na miganie ekranu i niedogodności wynikające z software'u).

To teraz przejdziemy do tego, co tygrysy lubią najbardziej, czyli zwyczajów.
Pierwsza sprawa jaka się rzuca w oczy to taka, że na C64 każdy używa innego notera. Na Amisi jest to znacznie bardziej usystematyzowane, a mianowicie wszyscy korzystają z edytora tekstów, czyli Ced'a. Ktoś stwierdzi, że jest to bez sensu, bo nie ma muzyczki. Ha! I tutaj błąd. Amigowiec jak włącza komputer to najpierw wpycha do pamięci DiskMaster'a, później na drugim dysku działa sobie player (jeżeli nie chce odtwarzać muzyki na DM'ie) a na trzecim idzie mu CED. Tak jest mniej - więcej to ułożone. Multikasting to fajna rzecz, szkoda że nie ma tego na C64. Poza tym na Amisi przeważnie każda grupa ma swojego ASCI - maker'a. Jest to gościu który w edytorze tekstów szczela różne graficzki. Składa je z liter. Sam kiedyś się w to bawiłem :). Fajna sprawa. Niektóre magi już robią nawet chartsy z rubryką dla ASCI - makerów. Wydawane są ASCI kolekcje itp. Co jeszcze... ano na Amisi w dużej mierze o powodzeniu demek decyduje design. Jak zauważyłem na komciu on czasami bywa, ale nie ma większego wpływu na sukces. Tu nadal liczą się przede wszystkim efekty... W niektórych demkach np. Desert Dream/Kefrens czy jakimkolwiek demku Sanity to ludzie aż przesadzili z dopracowaniem, po prostu perfekcja! Wszystko tak jakbyś był w kinie: płynne przejścia między efektami, wszystko idealnie zgrane z muzyką, po prostu film! Chciałbym żeby ludzie na komciu podłapali ten temat.

Także bardziej korzystnie Amiga wypadła w temacie, który jest zawsze aktualny na Scenie, a mianowicie "friendship". Tutaj moi Amigowi przyjaciele biją na łeb na szyję komodorowskich kumpli! Na Amidze listy szły czasami nawet po 40 KB. Aż się bałem, że na C64 może mi kiedyś pamięci braknąć na napisanie listu, a tu? No nic! Jak ktoś chce ze mną pisać naprawdę friendship listy to nie się zgłosi, 100% answer. Ale, ale, ale! Ja tu sobie gadu gadu, a mi przecież od każdego słowa redakcja złotówkę odpala :), więc nie ryzykuję... No to brniemy dalej w temacie Sceny.

To teraz może to co mi się tak podoba w komciu, że przeszedłem na niego, aż z Amigi. Otóż pierwszą sprawą jest tego typu, że na C64 nie musisz się martwić czy demko ci odpali, czy nie! Masz stację i wszystko musi chodzić. Zero wydatków na nowy sprzęt i takie tam różne. O! Dyski są tanie!!! Ale to już poza konkursem... Podoba mi się także zwyczaj którego nie ma na Amidze czyli cover'y. Nikt tam jeszcze nie wpadł na to, żeby zrobić ładne koperty na dyski. Chyba dlatego, że nikt ich nie potrzebuje. Za to dyski z korespondencji czasami kleiły się od rąk. Pomyśl sobie człowieku, jak każdy to wysyła jakiś dysk, musi się na nim podpisać markerem. Musi to zrobić tak, żeby rzucało się w oczy, żeby każdy wiedział że ten dysk był kiedyś u niego i że jest wieeelkim swaperem. Czasami jak patrzyłem na takie dyski to niedobrze mi się dobiło!

Taaak... Pomimo tych wszystkich zalet, którymi obdarowałem Amigowców nie musicie się przejmować jako że wszyscy, no prawie wszyscy, mają jedną wadę... są bardzo leniwi. Nawet te najaktywniejsze grupy jak coś wydadzą to jest święto. Tak już chyba zostanie na tej scenie... Natomiast na C64 wszyscy których znam coś robią i to tak solidnie, albo inaczej mówiąc traktują to serio. Tak jak myślałem wchodząc na tą scenę. Tu jeżeli ktoś jest to chyba naprawdę wie po co. Na Amidze jest naprawdę dużo gości, który mają po 3 kontakty i uważają się za wielkich swaperów i tacy właśnie najwięcej krzyczą. Ostatnio obiła mi się o uszy plotka, że w jednym magazynie gościu wypowiadał się na temat swapu. Był między innymi za wprowadzeniem tak jak w wojsku stopni. Ci którzy mają 10 ctx - lame swap, dalej początkujący swaper, starszy swaper, itd, itp. Czy to nie paranoja??? Taka jest amigowska scena w Polsce...

 © 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone
 Webmaster: Mariusz "Flooder" Młynek