"Top Secret" - legenda wciąż żywa
Rozmowa z Gawronem i Sir Haszakiem

Łukasz Sanecki

Łukasz Sanecki: Witam serdecznie Dariusza "Sir Haszaka" Michalskiego oraz Piotra "Gawrona" Gawrysiaka - byłych redaktorów gazety Top Secret. W tej rozmowie chciałbym powrócić kilka lat wstecz, kiedy dla wielu kultowa gazeta Top Secret ukazywała się jeszcze w kioskach... I przede wszystkim to będzie naszym głównym tematem do dyskusji. A na sam początek - dla Czytelników - także tych młodszych - moglibyście się pokrótce przedstawić?

Sir Haszak :-) Dariusz Michalski: Dariusz Michalski, znany przede wszystkim jako Sir Haszak. Swego czasu zajmowałem się recenzowaniem gier strategicznych i pełniłem zaszczytną funkcję zastępcy redaktora naczelnego redakcji.

Piotr Gawrysiak: W jeszcze nie tak dawnych czasach - ale są to czasy, z których przynajmniej Bajtek pochodzi, natomiast Top Secret przynajmniej sięga do nich korzeniami - wypadałoby chyba zacząć od podania daty wstąpienia do Partii. Teraz napiszę jedynie - Piotr Gawrysiak, znany niekiedy i w pewnych kręgach jako Gawron, a zajmujący się - przynajmniej w Top Secrecie - pisaniem o grach różnych. A poza tym (prywatnie) - już nie student Informatyki, usiłujący zrobić doktorat...

Dariusz Michalski: Ja przystąpiłem w 1992 (współpraca), a właściwie 1993 (przeniesienie z Bajtka do TS na etat).

Piotr Gawrysiak: W moim przypadku najpierw był Top Secret, gdzie trafiliśmy razem z Alexem Uchańskim, bodajże w 1992 roku.

Łukasz Sanecki: Możecie napisać o samych początkach Top Secretu - kto był założycielem pisma, jego pierwszymi redaktorami?

Dariusz Michalski: O pierwszych autorów nie nas pytać. Więcej wie Gawron, bo był nieco wcześniej i zdążył się jeszcze zderzyć z pierwszym składem, który po części znalazł się potem w Secret Service.

Gawron Piotr Gawrysiak: To chyba Haszak wie jednak więcej... Niech będzie, ale od razu zaznaczę, iż wiedza moja jest cokolwiek niekompletna, zaś wiele wiadomości pochodzi z drugiej ręki... Top Secret był w zasadzie dzieckiem Marcina Przasnyskiego - choć oczywiście nie był on jedynym ojcem pisma. Jak to zresztą często bywa, każdy sukces ma wielu progenitorów, a TS w początkach swego istnienia sukcesem był dość sporym. W zasadzie pierwsze numery TS były niejako przedłużeniem dodatków o grach wydawanych do starego (tj. jeszcze socjalistycznego) Bajtka, który zresztą był dodatkiem do Sztandaru Młodych. Z tego co mi wiadomo, redagowany był głównie przez Marcina łącznie z jego znajomymi, z których wielu zresztą wywodziło się ze sławnej giełdy komputerowej przy ul. Grzybowskiej, nota bene prowadzonej później jako giełda Bajtka. Całą historię Top Secretu można w zasadzie podzielić na dwa okresy - przed odejściem Marcina ze Spółdzielni Bajtek i po tym wydarzeniu. Tu, niestety, szczegóły owiane są mgłą tajemnicy i nawet Borek (Marcin Borkowski) jakoś dziwnie niemrawo o nich mówi, no chyba, że po napojeniu trunkami wyskokowymi (ale wtedy generalnie mówi już niewiele). Ponoć poszło o pieniądze - innymi słowy, o podział zysków z TS, które to zyski były niemałe, a którymi Marcin musiał dzielić się ze spółdzielnią. Niezależnie od tego, jakie były przyczyny, Marcin odszedł, zabierając ze sobą praktycznie cały skład redakcji - i jak głosi legenda - także materiały przygotowane do wydania kolejnego numeru TS. Spółdzielnia więc znalazła się w sytuacji, w której co prawda była wydawcą Magazynu Gier Komputerowych Top Secret - ale nie miała praktycznie nikogo, kto by to pismo redagował. To, co działo się później, ponoć przypominało nieco nagonkę :-) Gorączkowo poszukiwano redaktora naczelnego, na które to stanowisko w końcu trafił Borek, jako osoba po pierwsze najbardziej z redaktorów Bajtka zainteresowana grami, poza tym zaś jako szef klanu IBM. Przez pewien okres zresztą pełnił on obowiązki jedynie p.o. redaktora naczelnego, o czym świadczą najlepiej stopki starych numerów TS. Pierwszy numer - TS 10 bodajże, był zupełną prowizorką, ale Borek szybko zaczął poszukiwać nowych ludzi. W ten sposób do TS trafiłem m.in. ja z Alexem - choć polecił nas jeszcze znajomy Marcina i okazjonalny autor TS, Andrzej Baciński. Haszak pojawił się zresztą niewiele później...

Łukasz Sanecki: Przygotowując się do wywiadu, przejrzałem dokładniej numery Top Secret. I dziś muszę stwierdzić, że panował tam straszny chaos, wszystko było "wrzucone do jednego worka". Jak Wy, patrząc z dzisiejszej perspektywy, oceniacie Top Secret?

Dariusz Michalski: To pismo było czystą emanacją tego, co chcielibyśmy widzieć w piśmie.

Piotr Gawrysiak: Chyba jednak więcej. Teraz niejako modne stało się żartowanie, czy nawet szydzenie z wydawnictw śp. Spółdzielni Bajtek - jako z przedsięwzięć amatorskich, żałosnych nawet itd. Tak grzeszą nawet jej dawni współpracownicy - ale nie będę wymieniał pseudonimów. Natomiast osobiście wydaje mi się, iż było wiele dobrego zarówno w TS jak i w Bajtku, co więcej - nawet obecnie te pisma znalazłyby odbiorców - pod warunkiem zapewnienia sprawnej logistyki i marketingu, a tego spółdzielni zabrakło... Żeby jednak odpowiedzieć na zadane pytanie - TS był bardzo, bardzo dobrą zabawą i co więcej, niezwykle pouczającą. Łezka się w oku kręci...

Łukasz Sanecki: Gazeta musiała przynosić zyski - nakład 100-130 tys. egzemplarzy (swoją drogą, krążyło wiele legend, czy te liczby są prawdziwe ;)), wielu dobrych redaktorów. Jak to się więc stało, że Top Secret... odszedł, razem ze Spółdzielnią Bajtek?

Dariusz Michalski: Przez długi czas liczby te nie były przesadzone. Później ciężko przeżyliśmy konkurencję Secret Service'u, pisma daleko bardziej uporządkowanego niż my. Jeśli do tego dodamy brak stałej daty wydania (trudno było się zmieścić w terminach), to stwierdzimy, że łatwo było stracić czytelników. Wybierali one inne magazyny. Pod koniec było to nieco poniżej 50 tys., o ile dobrze pamiętam. A niedochodowość? Przez długi czas, gdy Bajtek przechodził kryzys, to TS był lokomotywą wydawnictwa. Nie było jednak marketingu, który podtrzymałby zainteresowanie pismem, a jego charakter odstręczał poważnych reklamodawców. Można powiedzieć, że byliśmy skazani na porażkę przy profesjonalizującym się rynku. Nikt jednak w redakcji (z wyjątkiem Borka) nie myślał o piśmie jako o produkcie, który należy sprzedać. Miało być miło, a czytelnicy mieli dobrze się bawić.

Piotr Gawrysiak: To, o czym wspomniał Haszak w ostatniej części wypowiedzi jest chyba najważniejsze. Spółdzielnia - jako organizacja biznesowa - działała w sposób straszliwie nieefektywny. Czasami można było mieć nawet wrażenie, że niektóre działy takie jak marketing, czy biuro reklamy, nie tylko nie istniały, ale wręcz robiły krecią robotę, odstręczając niemal samemu potencjalnych reklamodawców. Jest to o tyle istotne, że żadna gazeta nie jest w stanie utrzymać się obecnie z wpływów ze sprzedaży. O sukcesie finansowym decydują reklamy. Trzeba też pamiętać, iż była to spółdzielnia, a nie spółka - czyli twór dość trudny do zarządzania. Wiele złego mówi się o jej byłym prezesie, Jarosławie Młodzkim. Owszem, nie był on na pewno profesjonalnym managerem, ale też zadanie było trudne do udźwignięcia. Wiele błędnych decyzji spółdzielni - takich jak np. wydawanie Mojego Atari, podejmowanych było nie w wyniku analizy finansowej, ale z powodu osobistych sentymentów członków spółdzielni. Tu przytoczę anegdotkę. Już w czasach upadku Bajtka - bodajże był to 1995 rok, trafiłem na rozmowę Roberta Chojeckiego z sekretarką spółdzielni (skądinąd uroczą panią Jadwigą), który argumentował z pełnym przekonaniem, iż w dobie Internetu należy pokazywać czytelnikom, iż do sieci można podłączyć się nie tylko przy wykorzystaniu PC, ale także Amigi, Atari i ZX Spectrum - co, delikatnie mówiąc, nawet wtedy można było odebrać jako dość nieprzyjemny żart. Mimo wszystko jednak kłopoty logistyczne chyba nie byłyby tak dotkliwe, gdyby nie krach finansowy Agrobanku, w którym spółdzielnia posiadała konto. Mogę się oczywiście mylić, ale straty były bardzo poważne - tu Haszak może wiedzieć więcej ode mnie, jako że w tym okresie bardziej już zajęty byłem kończeniem pierwszych studiów, niż pisaniem artykułów. A żeby jeszcze nawiązać do przytoczonej anegdotki - nawet tym, którym się udało, zdarza się popełniać błędy. Jeszcze bodaj w 1996 roku oficjalne stanowisko Grzegorza Eidera - czyli tym samym Wydawnictwa Lupus oraz oczywiście także Aleksego, który wtedy był już w Gamblerze (być może też - popraw Darku) dotyczące Internetu brzmiało - to moda, która szybko przeminie...

Dariusz Michalski: Podsumowując, TS i cała spódzielnia Bajtek miały kłopoty z dostosowaniem się do realiów rynku, choć bez najmniejszych problemów dostosowywały się do potrzeb autorów pism i członków spółdzielni.

Łukasz Sanecki: Faktycznie, pismo - mimo bałaganu redakcyjnego :) - mogło się podobać. Posiadało działy, których u innych nie było - niecodzienne Listy, Hypery, wstępniaki czy... no właśnie - Pole do Popisu. Możecie napisać, ile listów łącznie odbieraliście miesięcznie od czytelników?

Dariusz Michalski: Mówiąc szczerze, nikt tego nie liczył. Przychodziły setki i tysiące. Całe sterty. W każdym razie utwierdzały nas w mniemaniu, że jesteśmy mocarstwem. Nie wszystkie, oczywiście, były pochlebne. Jednak wszystkie były czytane i wszystkie rzeczowe uwagi omawialiśmy.

Piotr Gawrysiak: Nawet gorzej - prowadzone przecież były ankiety, które także drobiazgowo analizowano i których wyniki potem miały wpływ na kształt pisma (dotyczy to jednak w sumie chyba bardziej Bajtka). Problem oczywiście w tym, że wiarygodność statystyczna tychże była, delikatnie mówiąc, marna.

Łukasz Sanecki: ...a Pole do Popisu? Kto wpadł na pomysł tejże 'rubryki'? :-)

Dariusz Michalski: Sukces ma wielu rodziców. W jednym z numerów brakowało odrobiny tekstu. Nikomu nie chciało się dopisywać kolejnego śmiertelnie śmiesznego kawałka. Siedzieliśmy nad kolumną z Borkiem i Dobrochną. Może będę nieskromny, ale zdaje się, że to właśnie ja rzuciłem hasło, żeby dać czytelnikom pole do popisu. Miała to być akcja jednorazowa, ale odzew był zadziwiająco duży. I tak zostało. To przy okazji pokazuje, jak w TS powstawały kolejne elementy.

Łukasz Sanecki: W dziale 'Listy' wykreowaliście swego rodzaju gwiazdkę, pupilka pisma - Krzysia Kubeczkę (niedawno dowiedziałem się, że Krzysztof niestety zginął - 2 lata temu). To było jeszcze podczas wojen C= i Atari. Dlaczego często odpowiedzi na listy były uszczypliwe? ;-)

Dariusz Michalski: Początek kreacji należał do duetu Alex & Gawron - zaczynaj, Gawronie.

Piotr Gawrysiak: Ehhhhh. To było tak dawno, że już nikt nie pamięta w związku z czym cokolwiek bym nie napisał, to i tak nikt nie udowodni, że było inaczej. A prawda jest taka, że ja też nie pamiętam! Generalnie listami bardziej zajmował się Alex niż ja - w owym okresie trafiały mi się raz czy dwa tipsy, które zresztą - co wytknął nam Marcin w SS - czasami zmyślałem "z powietrza" podczas bezsennych nocy, przesiedzianych w domu u Krzysia Włodarskiego. Czasy były ciężkie... :-)

Dariusz Michalski: W każdym razie ja otrzymałem Krzysia w spadku po A&G. Pisał coraz rzadziej i schodził na pozycje ortodoksyjne. Byłem lekko złośliwy, ale jednocześnie broniłem go przed atakami równie "rasistowskich" posiadaczy C64, Amig czy pecetów.

Łukasz Sanecki: Obserwując każdy numer pisma można było dojść do wniosku, że jesteście bardzo zgraną, redakcyjną paczką - częste spotkania, wyjazdy, dowcipy. Musiało się miło pracować? Zresztą, żarty często pojawiały się na łamach pisma... :-) Chyba w redakcji były prawie same indywidua?

Piotr Gawrysiak: To oczywiście tylko osobista opinia, ale jeśli po śmierci będę musiał odbyć jakąś pokutę to mogłaby nią być praca w TS. Na nagrodę wieczną to chyba się nie nadaje - mogło by się znudzić - ale ten okres wspominam bardzo ciepło :-) A jeśli chodzi o indywidua - tu chyba masz rację. Na przykład taki Haszak :-) Na poważnie - Haszak był zresztą jedną z niewielu osób, które rzeczywiście coś porządnego w TS robiły - a nawet bardzo porządnego. Już sam fakt samodzielnego w sumie przygotowywania sporej (i jednej z lepszych, jeśli nie najlepszej części pisma - "Jest taktycznie") wiele pokazuje.

Łukasz Sanecki: No właśnie, Panie Dariuszu :-) - proszę pochwalić się nam swoim kącikiem stratega - "Jest taktycznie".

Dariusz Michalski: Swego czasu było tyle gier strategicznych, że tylko niewielka część zmieściłaby się na łamach, niezbyt w końcu obszernego pisma. Z drugiej strony było ich na tyle mało, że każdą dało się obejrzeć. A ważniejsze - dokładnie zanalizować. Początkowe założenie, że gracze chcą rozwiązań gier, okazało się błędne. Moja wiekopomna praca, rozwiązanie V4V krok po kroku, spotkało się z krytyką strategów. Jak widać, nie był to tylko sukces. Sukcesem natomiast było już samo pierwsze wydanie - numer z nim dostałem jako prezent ślubny na stopniach kościoła. Wzruszenie ścisnęło mnie za gardło :-)

Łukasz Sanecki: A niezapomniany team Alex & Gawron - napiszesz coś, Piotrze? Chyba nie mieliście płacone po połowie za teksty? ;) Skąd w ogóle pomysł na pisanie razem?

Piotr Gawrysiak: Na chwilkę wrócę jeszcze do prezentu ślubnego Haszaka - jak pamiętam słowa Borka do małżonki brzmiały "ten oto numer Top Secretu, gdzie znajduje się rubryka "Jest taktycznie!", którą Haszak, Haszakiem itd."

A teraz nasz wspaniały team A&G. W zasadzie pomysł na pisanie razem wziął się stąd, iż ja nie miałem wtedy komputera w domu. Jak już wspominałem, do TS niejako wciągnął nas Andrzej Baciński. Wybraliśmy się razem, co wynikało z wielu uwarunkowań. Jednym z nich było też to, że to tylko Alex miał samochód. Przy pierwszej rozmowie z Borkiem mówił głownie on, zaś jak po latach później powiedział mi Borek, myślą, która podczas tej przemowy powstała w umyśle redaktora naczelnego, było "czy on naprawdę taki jest, czy tylko udaje?". Generalnie zgadzaliśmy się, że Alex jest lepszym humanistą, ja zaś lepszym hmmm, informatykiem, więc poniekąd nasze umiejętności się uzupełniały. Zresztą, każdy artykuł był okazją do spotkania - zasiadaliśmy przy komputerze i zmienialiśmy się przy klawiaturze, co wspominam bardzo miło. Potem komputer kupiłem i artykuły powstawały już oddzielnie - ale podpis pozostał długo niezmieniony...

A co do honorariów - jednak z tego co pamiętam mieliśmy płacone po połowie. Na początku oddzielnego pisania tekstów ten stan rzeczy zresztą się utrzymał, choć pamięć może mnie tu nieco zawodzić... Potem niejako podzieliliśmy się "wpływami" w spółdzielni - ja zająłem się bardziej intensywnie Bajtkiem, Alex zaś Top Secretem.

Łukasz Sanecki: Właśnie czytam to samo w podsumowaniu 50 numerów TS: 'Było ich dwóch, ale mówił głównie Alex' (...) 'nie umiałem ocenić, czy ten facet taki jest na poważnie, czy dla jaj' :-). Przejdźmy trochę dalej - jak świętowaliście wydanie 50. numeru Top Secret? Większa impreza, wspominanie i nostalgia, podsumowania, czy...?

Piotr Gawrysiak: Ja w zasadzie nie świętowałem - a więc kolej na Haszaka.

Dariusz Michalski: Była mała imprezka, o ile pamiętam. Jubileusz przebiegał z jednej strony radośnie, z drugiej strony chodziły plotki, że Bajtek i TS zostały zastawione w Wydawnictwie Prószyński i S-ka za zaległości w płaceniu za drukarnię. Wszyscy się cieszyli, że dożyliśmy 50, ale przyszłość nie rysowała się różowo.

Łukasz Sanecki: I przyszłość się nie ułożyła, niewiele numerów później niestety pożegnaliśmy się z TS. Co się stało z całą redakcją po rozpadzie? Wspominam również o Dobrochnie, Senoricie Clarze i innych... Borek pisał przez jakiś czas do Gamblera felietony...

Dariusz Michalski: Dobrochna zajęła się "Filmem", do którego robiła grafikę. Borek założył firmę zajmującą się produkcją oprogramowania, Rafał Piasek trafił do SS, Emil prowadził program telewizyjny o grach - Escape, a potem został naczelnym Resetu. A kontynuujac losy: RooS przewinął się przez Gamblera i trafił do Resetu, Dixie był przez miesiąc w Gamblerze i przeszedł do Komputer Świata.

Piotr Gawrysiak: Alex zaś został najpierw zastępcą naczelnego, potem zaś naczelnym Gamblera. Mało brakowało bym i ja trafił do tegoż pisma, ale mając do wyboru pojawienie się wraz z Alexem na spotkaniu z szefostwem Lupusa i udział w jakimś kolokwium na uczelni, wybrałem to drugie. Do dziś się zastanawiam co by było gdyby i sam nie wiem czy żałować, czy też nie...

Nie jestem do końca pewien, ale w Resecie chyba się jeszcze pojawił w którymś momencie ktoś z TS - oczywiście nie licząc mnie, gościnnie, bo Reset zakładał de facto mój brat, ja zaś siedziałem obok w Magazynie WWW. Ale to temat na zupełnie inną okazję...

Zaś Senorita Clara - w pewnym sensie przeszła do Komputer Świata, choć jest to postać cokolwiek tajemnicza i o której najwięcej zapewne mógłby powiedzieć Haszak wraz z Dobrochną.

Łukasz Sanecki: Wędrujemy powoli w kierunku Komputer ŚWIATA, KŚ GRY. Obecnie w tych tytułach pracuje całkiem spora liczba redaktorów z chociażby Bajtka, TS. Jest to zapewne zupełnie inne zajęcie? Która praca dawała więcej satysfakcji, a która przyjemności?

Dariusz Michalski: TS to była miłość, a nie praca. Tam tworzyliśmy wszystko od początku, teraz musimy dostosować nasze umiejętności do wymagań wydawcy.

Piotr Gawrysiak: Nieodwzajemniona czasem ;-)

Dariusz Michalski: Ale to też daje pewną satysfakcję. Wtedy pisaliśmy, co chcieliśmy i jak chcieliśmy. Teraz trzeba się wykazać i pisać na różne sposoby, trenując różne style.

Piotr Gawrysiak: Ale tu Haszak ma chyba więcej okazji do wykazania się - jako profesjonalny przecież dziennikarz! :-)

Dariusz Michalski: I w TS, i w Gamblerze też pisaliśmy różne rodzaje tekstów. Ale zawsze pisaliśmy je tak, jak umieliśmy, czyli jak nam wyszło.

Łukasz Sanecki: Może jakiś czas temu słyszeliście o (nieco sensacyjnych, ale też nie przesadzonych) informacjach dotyczących powrotu TS i Bajtka na rynek. Domyślam się, że sprawa może być tajna :) i nie wiem, czy w ogóle udzielicie mi odpowiedzi na to pytanie. Domeny internetowe zostały wykupione przez Axel Springer (wydawcę m.in. Komputer ŚWIAT :) - Top-Secret.pl, Bajtek.pl, znaki towarowe... Możecie wypowiedzieć się na ten temat? :-) W internecie krążyło wiele informacji w tej sprawie (również na C64 Power), zdania Internautów były skrajne - jedni bardzo chcą powrotu, inni nie chcą 'odrzebywać zmarłych' :-)

Dariusz Michalski: TS, Bajtek? Ciekawe, ciekawe...

Piotr Gawrysiak: Rzecz jest cokolwiek delikatna. Tym bardziej, że niektóre osoby wiedzą i nie mówią, inne zaś wiedzą i mówią, że nie wiedzą - tu podejrzewam Alexa, więc Haszak też może coś wie :-) Ale do rzeczy.

Dariusz Michalski: Może mają jeszcze użyteczne organy? :-)

Piotr Gawrysiak: Po pierwsze, kwestia rejestracji tytułu Top Secret, która, o ile mnie pamięć nie myli, była poruszana na C64 Power (owszem - Luc). Tu trzeba by zapytać Marcina Przasnyskiego i jego byłego wspólnika z SS. Natomiast fakt rejestracji - ponoć, albowiem przecież ja nic nie wiem i dochodzą do mnie tylko pogłoski - wyniknął z przecieku planów Marcina dotyczących TS.

Dariusz Michalski: No coś takiego!

Łukasz Sanecki: Widzę, Sir Haszak, że coś wiesz, ale - skoro milczysz - nie będę dopytywał :)

Piotr Gawrysiak: Nota bene - tytułu nie da się zarejestrować, bowiem spółdzielnia kiedyś próbowała to uczynić ze skutkiem negatywnym, sprawa jest zabawna i pokazuje raczej mizerię rodzimego prawa i sądownictwa.

Po drugie - kwestia własności tytułów Bajtek i TS. Wraz z długami spółdzielni prawa te przeszły na wydawnictwo Prószyńscy i spółka i przez dłuższy czas wydawnictwo to nie robiło z nimi nic. Niejako przy okazji - dotyczy to także (o ile się nie mylę) praw do tytułu "Bajtek dla zielonych", który w założeniach miał być takim pismem, jakim obecnie jest Komputer Świat - to jednak dygresja. Niedawno pewne wydawnictwo wykupiło prawa do tych tytułów, przy czym, aby zachować dobre imię i przyjacielskie stosunki, decyzja ta została skonsultowana z Robertem Magdziakiem, który zajmuje się kładzeniem "do snu" spółdzielni, oraz z Marcinem Borkowskim. Rzecz jasna, nie napiszę jakie to wydawnictwo... :-) W sumie - kto wie, co może się zdarzyć?

Łukasz Sanecki: Z pewnością jednak nie będzie to ta sama gazeta. To nie te czasy :-(

Piotr Gawrysiak: Na pewno, choć wiele elementów z czegoś, co można by nazwać duchem TS, być może udałoby się wskrzesić.

Łukasz Sanecki: Tak przy okazji - spotykacie się cały czas towarzysko, jako przyjaciele?

Dariusz Michalski: Nie spotykamy się, bo Gawron rozbija się po Dublinach, a jak mi wiadomo, nie ma stałego połączenia kajakowego z tym miastem :-)

Borek Piotr Gawrysiak: No jest, jest, tylko trzeba mieć dobry kajak ;-) Cały problem właśnie z czasem i tym, byśmy akurat w tym samym momencie byli w jednym kraju. Ale mam nadzieję, iż jakoś w tym tygodniu się spotkamy.

Dariusz Michalski: W każdym razie pracujemy nad tym.

Łukasz Sanecki: Jako ostatnie słowo do Czytelników - także byłych Top Secret - chcielibyście pewnie coś przekazać, kogoś pozdrowić? Ostatnie słowo należy do Was! :-)

Dariusz Michalski: Chcę podziękować wszystkim byłym czytelnikom TS, którzy po sześciu latach od zniknięcia pisma jeszcze je pamiętają.

Piotr Gawrysiak: Pozostaje mi dołączyć się do podziękowań Haszaka. Mam tylko nadzieję, że wraz z upływem lat, chęć do grania (oczywiście w gry coraz poważniejsze i głębsze) będzie w was wzrastać, abyście mogli ją później zaszczepić wnukom. Którzy potem nam - pionierom TS - pomnik ku chwale w stuletnią rocznicę postawią!

Łukasz Sanecki: Dziękuję serdecznie za ciekawą rozmowę. Myślę, że więcej dowiedzieć się nie mogliśmy! :-) Życzę sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym.

Rozmowę przeprowadzono 11.2.2002

Jeśli ktoś z Was chciałby skontaktować się z Gawronem, bądź Sir Haszakiem - podajemy (za ich zgodą) adresy: Gawron oraz Sir Haszak (odbiera listy raz na tydzień).

 © 1999-2019 Wszystkie prawa zastrzeżone
 Webmaster: Mariusz "Flooder" Młynek